Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 23 lipca 2012

"Przeźroczyste twarze"


Białe miraże, przeźroczyste twarze
Zewsząd idą, zewsząd spoglądają,
Zewsząd na mnie wpadają.

Przeszedłem dziś ulice:
Długie i te krótkie.
Przekroczyłem dziś mosty:
Szerokie i te wąskie.
Ja Ciebie nie widziałem
Człowieku  obdarzony.
Gdzieś się podział?
Czyś utopił się w nicości...?
Czyś przyodział jakąś maskę
Która Ciebie rozmazała,
Czy może duszę
Ci potajemnie wyrwała?
Jeśli jeszcze Ciebie widzę,
Jeśli jeszcze Cię spotykam-
Znaczy, że żyjesz
I tą przeźroczystą przestrzeń
Możesz pomalować
Kolorową farbą życia.

Białe miraże, przeźroczyste twarze
Zewsząd idą, zewsząd spoglądają,
Zewsząd na mnie wpadają.

Każdy dostał trzy kolory:
Jak w palecie podstawowe,
Ty je ze sobą mieszaj
I twórz własne, inne, nowe...
A gdyś leniwy się narodził,
To tylko te trzy wykorzystaj.
Pomaluj się nimi, byś nie stał
Się, jak ta szyba przeźroczysta.
Jak mnie to bardzo boli,
Że wielu z Was potencjał miało,
A kiedy się stłamsiło,
To farbę tę, jakby rozpuszczalnikiem
Po prostu zmazało.

Białe miraże, przeźroczyste twarze
Zewsząd idą, zewsząd spoglądają,
Zewsząd na mnie wpadają.

A kiedy się śmiejecie ze mnie,
Ja Was nie widzę-
Wszyscyście się tacy sami stali,
Kiedy ja pozostałem sobą.
Wasze zdanie mnie
Naprawdę nie oplami!
Nie bądźcie nijacy,
Bądźcie sąbą
Z rozsądnym umiarem!
Nie pozwólcie zaschnąć
Swoim farbom, bo nie będzie
Drugiej okazji bycia sobą wcale!

Białe miraże, przeźroczyste twarze
Zewsząd idą, zewsząd spoglądają,
Zewsząd na mnie wpadają.


niedziela, 15 lipca 2012

"Oczy"

Kolejną noc
Wpatruję się
W ten gładki
I nijaki sufit.
Jest najpierw
Taki jasny
W tej ciemności
I chwilę później
Taki ciemny
W jasności
Bladego poranka.
Jest taki
Niesamowicie bliski
I zbyt daleki,
By z łatwością
Go dotknąć.
Czekam na swój
Deszcz z niego.
Może dane
Mnie będą dwie
Cudowne krople-
Zakochane oczy...?

Tylu ludzi
Patrzy w sufity
Długimi nocami
I wyczekuje swojego
Skromnego deszczu.
Nikt normalny
Nie myśli o ulewie.
Długie oczekiwanie
Sprawia czasem,
Że wydaje się nam,
Jakby nas coś
Wreszcie zmoczyło,
A później
Spowrotem wyparowało
Do sklepienia chmury.

Kiedy wreszcie
Doczekam się
Swojego deszczu,
Twój zakochany
Promienny uśmiech
Oślepi mnie
Przywilejem, że nie
Będą potrzebne słowa.

Dziś zakochane
Oczy spadły
Do mnie ze sufitu.
Poskutkowało
Widocznie patrzenie
Nicością w nicość.
Dostałem je
W prezencie
Opakowane w gruby
Papier czasu.
Teraz będę
Mógł widzieć
Inne podobne
I wybrać
Te najabrdziej
Dla mnie dogodne.
Od dziś
Jest ich czas.
Odkładam inne
Zachwyty: nad muzyką,
Nad przyrodą,
I wymyślną kuchnią.
Moje zakochane
Oczy są takie
Głodne patrzenia,
Bo jeszcze
Takie młode.

Tak trudno
Je zamknąć...

niedziela, 1 lipca 2012

"Nannerl"

Moja miła Nannerl,
Jak ja często widzę Cię
W każdej niespełnionej
Ziemskiej duszy, w każdym
Tym, którego porwał cień
I cicha trowga nuży.

Moja miła Nannerl,
Ile dziś oczu spotkało Cię?
Ile luster oniemiało?
Ile uszu zazdroścą zapałało?
Ile innych Nannerl z Tobą
Gdzieś dyskretnie zapłakało?

Moja miła Nannerl,
Czy i dziś odwiedzisz mnie?
Czy zaczepisz tajemniczym
Wzrokiem na ulicy?
Czy i dziś odwieziesz myślą
Mnie aż pod domu próg?

Moja miła Nannerl,
Nawet w domu słyszę Cię
W jakiejś niszowej radiostacji.
Nawet w domu widzę Cię
W filmie, w cieniu jakiejś
Przereklamowanej pseudogwiazdy.

Moja miła Nannerl,
Jak to stało się,
Że 183 lata już nie ma Cię?
Powiedzino mi, że pogrążyła
Cię ciemna mogiła.
Czy mnie ktoś okłamał?
Czy może naprawdę
Nie mam złudzenia,
Że nadal żyjesz, tylko,
Że w innych istnieniach?