Łączna liczba wyświetleń

sobota, 28 kwietnia 2012

"Urodziny"

28 kwietnia- ważna dla mnie data,
Bo kolejna rocznica przesypuje
W mojej niewidzialnej klepsydrze
Niezbadaną ilość piasku.

W moje urodziny patrzę w tył,
By nie zapomnieć pięknych chwil.
Patrzę też w przyszłość,
By zrobić miejsce dla czegoś,
Co dobrze przyjdzie mi wspominać.
W moje urodziny patrzę tu i teraz.
Chyba specjalnie dla mnie
Przyleciały powietrzne akrobatki
W czarnych frakach po długiej zimie,
A na termometrze, o dziwo,
28 rocznicowych kresek na plusie.

Magia...
Sama magia.

W moje urodziny kołdra
Zapachów czeremch i wiśni
Wypełnionej ciepłym wiatrem
Otula mój umysł, przyduszając
Wszystkie niepogodne myśli trosk.
W ten szczególny dzień żółć mniszków
Wcześniej zaczęła maj.



W moje urodziny patrzę
I cieszę się prawdziwie
Tylko prezentami natury,
Bo wiem, że nie dostałem
Ich tylko sam na wyłączność.

piątek, 27 kwietnia 2012

"Bal życia"

Zaczął bal
Piękny pan,
Piękną panią
Prosząc do walca.
W górę, w dół,
W górę, w dół-
Szybowali na palcach.
Było to,
Było to,
Kiedy życia
Tak nie znali.
Uczucie każde
Nie tak łatwo,
Nie tak łatwo
Jeszcze poznawali.
Piękny pan,
Piękny pan
Prosił w tan,
Co następny taniec
Piękną panią.
Tu i tam,
Tu i tam,
Od kąta,
Do kąta
Razem wirowali.
Walc ten
Słodko trwał,
Słodko trwał,
A minuty
Od końca balu
Niewiele dzieliły.
Wtem z niepowodzeń ran,
Z niepowodzeń ran,
Białe niebo
Wspólnie zobaczyli.
Od tej pory
Żaden przerwany takt,
I melodia urwana
Tego balu nie zabiły,
Tego balu nie zabiły.
Bo się wkradł
Miłości walc,
Miłości walc
Do ich serc,
Żelaznych serc,
Uruchamiając kluczem
Złoty zegar współistnienia.
Piękny pan,
Piękny pan
W piękną panią
Uwielbiał się wpatrywać.
Blisko tak,
Blisko tak,
By ciepło jej czuć
I w siebie skrywać.
Piękna pani,
Piękna pani
Temu panu
Ciepło chętnie oddawała,
Bo wiedziała,
Bo wiedziała,
Że w kobiecym
Sercu większa
Energia się skrywała.
W sercu ich wirował
Płomień. i wzniecał go
Dziki wiatr,
Dziki wiatr,
By miłości bal
Słodko trwał,
Słodko trwał,
Przez dziesiąt  długich lat.
Wtem piękny bal,
Piękny bal
Już został przerwany.
Melodia piękna
Prędko ustała,
Prędko ustała.
Piękna pani
Smutna siedzi,
Smutna siedzi,
Bo bez pary została.
Piękny pan
Piękny pan
Odszedł nagle
Do szpitala,
Do szpitala.
Zmartwienie to wielkie,
Zmartwienie co niemiara.
Dobry Boże,
Dobry Boże,
Wolnego!
Nie spiesz się tak,
Nie spiesz się tak.
Daj, choć mały płomyk
Ostatniego walca
W wolny takt,
W wolny takt.




czwartek, 19 kwietnia 2012

"Groszki pachnące"

Posiali młodzi,
Bez pytania,
Groszki pachnące.
Wpletły się one
Wkrótce między
Honorowe i wytworne
Róże z tradycjami.
Zagłuszyły je jaskrawą
Zielenią i pastelowymi
Kwiatami, krzyczącymi
Mocniejszym zapachem.

Niedługo potem, groszki
Rozsiały się naokoło.
Trwało to chyba moment,
A  biedne róże wymierają.

XXI wiek- to już tylko
Chyba same groszki.
W XX jeszcze
Sporo róż bywało.
Jszcze dawniej same
Róże sadzono i tylko
Akcentem rozsądnie
Zasiasnych groszków-
Rabaty porządku wartości
Świata urozmaicano.


niedziela, 15 kwietnia 2012

"Titanic"

Przez pychę i wygodę,
Przez jakieś zapatrzenie
Półtora tysiąca dusz
Poszło na stracenie.

Zimne sztylety wody
Przeszywały ludzkie ciała.
I na nic ciepły ubiór,
Kiedy woda wszystko
Przenikała.

Na żelaznej wyspie
Poczucie szczęścia
Się zarysowało,
Później pękło w połowie.
Wszystko przez to, że żelazo
Nie lubi lodu, a może
Bardziej ludzkiej głupoty.

Półtora tysiąca dusz poszło
Na stracenie.
Zginęło więcej, ale historia
Uwielbia zaokrąglać liczby.
Jakby ktoś był mniej ważny.
Jakby ktoś się nie urodził,
Nie ssał mleka matki,
Nie stawiał pierwszych kroków,
Nie uczył się mowy i zasad.

Część przetrwało, a mogło więcej!

Titanic był marzeniem wielu.
Może miał duszę, na której
Półtora tysiąca i trochę
Popłynęło do nieba pierwszą klasą.

środa, 11 kwietnia 2012

"Klimatyczne swatanie"

 Jestem Wiosna, a Ty Zima.
Czy czas to przetrzyma?

Zakochałaś się we mnie Zimo.
Tyle nas dzieli:
Temperatura, kolory, inne słońce.
Choć jesteś o krok w tył,
To bliżej mi dwa kroki do Jesieni.
Ulegałaś dla nas. Nie sypałaś śniegiem,
Nie straszyłaś mrozami.
Zwlekałaś jak najdłużej, by pokazać siebie.
Bawiliśmy się we mnie.
To był najpiękniejszy okres.
Później była  zabawa w Jesień,
Ale i ona minęła.
Tak chciałem się cieszyć czerwienią liści
I owoców jarzębiny.
Mówią, że Jesień jest najpiękniejsza,
Bo najbardziej się ją docenia.
Na końcu przypomniałaś sobie o Lecie-
Dałaś tylko jeden dzień jego temperaturę.

Tak szybko minęły trzy pory,
A wciąż jestem młody.
Doczekałem się- dałaś wreszcie
Swój śnieg, pod którym śmierć
Przychodzi niezwykle cicho.
Tak łatwo usnąć w zimnie na zawsze.
Za młody jestem na umieranie,
Ale w porę wygrzebałem się
Spod Twojej bielusieńkiej zaspy.
Poszukam teraz innej pory roku
Wreszcie będę miał czas
Na zabawę w Lato i Jesień.
A może starczy jeszcze czasu,
Bym nasycił się swoim urokiem.

Ciepło do ciepła. Zimno do zimna.
Lato najlepiej do Lata.
Wiosna do Wiosny.
Jesień do Jesieni.
Zima do Zimy.
Nie kuś się na sprzeczne odczucia,
Na za szybki bieg, by nie ominąć
Czasu na każdą porę roku,
Na każdą porę życia.
Jak mezalianse, to tylko te ciepłe.
Los sprawił, że Zima jest samotna
W swojej chłodności.
Może ma przez to prościej...

Jestem Wiosna, a Ty Zima.
Czas tego nie przetrzymał.