Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 2 lutego 2012

"Mały traktat o pewnej kobiecie"

Słońce zachodzi.
Słyszę Twój głos...
Jest jak aniele westchnienie.
Słońce zachodzi
I umiera Twe jasne wspomnienie.
Słońce zachodzi,
Słońce zachodzi codziennie.

Zabiera światło.
Nigdy nie myślałem tyle o Tobie.
W dzień patrzę na arcydzieło,
W ciemności  nocy widzę,
Jaka jesteś skomplikowana.
Nie mogę Cię ogarnąć umysłem.
Nic na świecie nie jest głębsze
Od Twojej duszy...
Blada cera, czarne serce.
Słońce zachodzi,
Słońce zachodzi codziennie.

Opromienia Cię rano
I zabiera pod wieczór.
Ktoś Cię zamknął
W żelaznej, zimnej kaplicy
I czarnym kirem przewiązał Twe usta.
Słońce zachodzi,
Słońce zachodzi codziennie.

Nikt Cię nie uwolni z tego więzienia.
Każdego świat, tylko na własne
Życzenie się zmienia.
Są ludzie bałaganiarze,
Którym nie chce się
Wyrzucić pewnych śmieci.
Kir pozostał.
Kaplica dalej zimna.
Cera blada.
Serce czarne.
Słońce zachodzi,
Słońce zachodzi codziennie.

Wyjdź stamtąd i zobacz
To wreszcie.
Poczuj słońce.
Nie wyrzeknę się nadziei.
W Tobie musi się  ona odrodzić.
Nic Ci po anielim głosie...
Słońce zachodzi i dziś.
Zachodzi niezmiennie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz