Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 16 stycznia 2012

"Juliusz świata"

Kolumny życia upadły,
Firmament ideału został zawalony.
Chaos dręczy teraz,
Chaos roztargniony.

W głębię zapada się
Wszystko człowiecze.
Wszystko na ten czas stracone,
A ideał jak Juliusz
Podstępem zdradzony.

Brutusie obłudy,
I ty przeminiesz.
Juliusz będzie,
I tak bardziej sławiony,
A ty za występek swój
Będziesz na wieki
Straszliwie potępiony.

Maska pozorów
Dla honoru uczciwego
Nie jest usprawiedliwieniem.
Fałsz teraz przecieka
Pod me powieki,
Przecieka przez zamknięte.
I kreśli na gładkiej
Tafli drzwi oka
Obraz wasz zupełny.

Człowiek..., to słowo
Dla nazwania was
Przesadzone okrutnie.
Zwać sie człowiekiem
Mogą tylko niektórzy.

Kolumny upadły.
Dobrze, że mamy dźwigi,
Lecz paliwo ludzkich
Umysłów prawie skończone.

Chwało Juliusza świata- wróć!

"Mówią, że mam starą duszę"

Urodziłem się gdzieś,
Sam już nie wiem gdzie.
I 100 lat w przód, i 200 przed.
Mówią, że mam starą duszę.

Słyszę szepty tych,
Których zabrał czas
I muzyki starej
Wykwintny takt.
W głowie wciąż mam
Obraz ten, kiedy sztuka
Miała serce i duszę.
Gdzie nie męczył ją
Ten niepotrzebny ton
I puste słowo.
Ja przerwać dziś tę drogę złą muszę.
Bo mówią, że mam starą duszę.

Patrzę na ludzi
I nie chcę ich dzisiejszych,
Bo są jak z futurystycznego
Koszmaru ze złych ksiąg.
Ja wolę stare brudne kamienice,
Niż nowe osiedle na pokolenie lub dwa.
Ja nie chcę natury w parkach i w zoo,
Ja chcę natury w naturze,
Bo mówią, że mam starą duszę.

"Była konwalią"

Była dla mnie uśmiechem dalekim,
Spojrzeniem niedojsiężnym
I nagle stała się kwiatem,
Kwiatem konwalii majowej.
Który dany jest mi zerwać,
Zerwać na skwał.

Zapachniała mi tak,
Jak nie pachnie cały świat,
A jedynie w wieczory majowe
Na leśnej polanie jej kwiat,
Jej cudowny kwiat.

I gdy go już mam,
Wiem, że nie jestem sam,
Że mam królową wszystkich
Zmysłów dla siebie.
I topię się w nim,
Kwieciu tym,
Bo czuję się jak w niebie.

Lecz co to za kwiat,
Co trwa i trwa?
Nagle konwalia ta,
Tak szybko zgubiła swój wdzięk,
Jak szybko go mi przedstawiła...
Czy czekać znów mam
Rok cały  na jej kolejne przedstawienie,
Czy pocieszać się ciut trwalszym,
Tym róży, wspomnieniem?

Każdy mężczyzna
Lubi inne kwiaty...
Ktoś woli pospolite stokrotki,
Ja wolę dostojne konwalie.
Zerwałem jej kwiat
I wyrwę kłącze też.
Posadzę ją pod domem,
By ją mieć, już na zawsze mieć.

niedziela, 15 stycznia 2012

" Odczep się wreszcie "

Stanęła pewnego dnia
Na mej drogdze kobieta-tyran.
Blond hełm, grube okulary,
Nos jak grzyb i oczy pełne zemsty,
Domagające się kary.
Myślała, że mnie zniszczy,
Jak z innymi uczyniła,
A u mnie jedynie żałość
I śmiech wzbudziła.
Śmieszna jesteś, bo ja to wiem!
Możesz kpić,
Możesz zastraszać
Knuć, pomawiać,
Bo i tak nie ruszysz mnie.
 -Odczep się wreszcie! To działało na innych!
Drogi orzeszku, fistaszku mój drogi,
Trafiłeś na młotek...
Jak się teraz czujesz,
Kiedy skorupka zbyt cienka?
Popatrz się na siebie...
I kto tu ma kompleksy...?
Ja powiedziałem ci, że nie mam...
Szok? Co za szok?
 -Odczep się wreszcie!
Tylko ludzie z kompleksami wchodzą
W czyjeś życie...
I schowaj regulaminy,
Skoro sama łamiesz tysiąc dziennie.
Twój niby sukces napisałaś pianą...
Dobrze, że ona szybko niknie.
Profesor przyprawiany masz
Na pocieszenie własne,
Ale nie licz, że ja cię tak pocieszę.
Stłamsiłaś swoje dzieci.
Ktoś rzekł, że jak niepociumane.
Może zacznij hodować gołębie,
A nie wciskać innym w szkole
Swoje chore przekonanie...
Gubisz się moja droga,
Sama w pajęczynę się zaplątujesz.
Powiedziałaś o sobie  już wiele.
Znam teraz twoją historię,
Ty upadły aniele.
Biała może i byłaś,
Kiedy się urodziłaś.
Czerń porosła twą duszę
Zaskakująco wcześnie.
Strażniczko moralności,
Sama to powiedziałaś.
Czyżby rozdwojenie jaźni?
-Odczep się wreszcie!
Komuś tu się nie układa tak, jak chce
I gdzieś wyżyć się musi.
Wiedz, źle trafiłaś, bo mnie nie ruszysz!
Niespełniona ambicjo,
Nie patrz na mnie,
Nie odzywaj się daremnie.
Wszczęłaś bitwy, ja wygrałem wojnę-
Wojnę bez krwi, wojnę w mojej głowie!
Ty w swojej bij się dalej.
I zapamiętaj Buddy słowa:
W konfrontacji strumienia ze skałą,
Strumień zawsze wygrywa –
Nie przez swoją siłę,
Ale przez wytrwałość.
Twoja skała pękła,
Prędko całkiem się rozłamie.
Z mojej strony- to tyle! Amen.

piątek, 13 stycznia 2012

"Gdzie ta biel?"

Znów idziemy wzrokiem
Po niebios gładkim ekranie,
Szukając bieli życia zapomnianej;
Bieli słowa, zachowań i tej śpiewanej...
A niebo bieli nie dało, jako lustro,
Szarość nihilizmu z ziemi odbiło...
Spadł śnieg, a i tak biało się
Nie zrobiło.

Gdzie ja znajdę krztę kultury,
Zdanie bez wulgaryzmów,
Kobietę zadbaną i taką alabastrową?

Może znajdę to wszystko czasem,
Bo widzę, jak gdzieś za lasem
Wychodzi obłok biały.

Cóż z tym wiekem się zrobiło?
Gdzie Ci ludzie sprzed lat?
Gdzie te stroje, zdjęcia i fryzury?
Gdzie maniery, domowe konfitury?

Ktoś rozszarpał tamte chmury!
Biel dziś z błękitem się zmieszała i siwym dymem.
Nie ma błękitnego nieba,
Nie ma dymnego pociągu z komina,
Nie ma chmury białej na horyzoncie.
Wszędzie szara piana przeciętności,
Kiczu, sarkazmu i wykrętności.

I gdzie ta biel?

Już się zbliża większym krokiem.
A Ty chroń ją Panie Boże
Swym wszechmocnym okiem!

wtorek, 10 stycznia 2012

"Łąka"

Pamiętasz? Była kiedyś łąka
Miodnym  pejzażem przystrojona.
Tak, to musiała być ona!
Faliście układała niby płaskie horyzonty,
Topiąc w przypływie wiosennych traw
Przezroczyste śpiewy motyli.

I na tej łące, gdzie wstawało codziennie
Inne słońce, nie śmiało zaszeleścić nic,
Prócz szumu fruwających wspomnień.
Nic tu szeleścić nie chciało,
Bo co by nie zrobiło,
To i tak to było za mało.

Czajki na tej łące sobie tylko śpiewały,
Krowy niegdyś dla siebie tylko trawę skubały,
A ja dla siebie w machinie chwil  miłych, ubiegłych
Siedzę i gasnę ze znikającym
Pofalowanym horyzontem.

W tym czasie dwie stare wierzby
Nad strumieniem coraz bardziej klękają
I ducha, chcąc nie chcąc, powoli wydają...
Morze, to trawiaste, topią teraz śmieci.
Nie moje! Oj, to są czyjeś dzieci.

Morze to, co przebite było śnieżnymi
Gwiazdami i w dzień słońca tchnieniem,
Powraca tylko czasem z gasnącym żałośnie
W mych oczach wspomnieniem...

"Mały traktat o zapachu"

Nie tylko cynamonowa szarlotka,
Majowe truskawki, letnie lewkonie,
Czy z nalewką karafki, mają zapach,
Bo wszystko pachnie.

Pachną wspomnienia:
Pachniał pierwszy pocałunek
Jej malionowym błyszczykiem,
Dymem z powietrza
I perfumą wtuloną gdzieś w szaliku.

Pamiętam zapach bzu w maju
I zapach tego kwietniowego powietrza,
O którym mówili, że takie czyste,
Że aż nie pachnie.

Pamiętam też zapach mokrego lasu,
Który z kolei pachniał grzybami,
Owocami, jodłową żywicą,
A nawet z lekka padliną.

Pachniała też nowością tapeta w apartamencie
Tego słynnego hotelarza,
Uraczonego z kolei w zapachu bukietu
Postawionego tylko na ozdobę,
Zapachu wspomniena o dawnej kochance
O woni Chanel N° 5 wymieszanej
Niestety z tytoniowym dymem.

Pachniało też moje niemowlęctwo:
Mlekiem, oliwką i czymś mniej przyjemnym.
Lody w upale pachniały nie tylko lodami,
Lecz i parnym, spoconym powietrzem.

Nie widzę tylko płaskich malowideł
Emocji, rzeczy, czy gestów,
Posegregowanych na kliszy umysłu.
Ja to czuję!

Życie ma nieprzyzwoicie cudowny zapach...
Nieprzyzwoicie różny, nie zawsze chciany,
Lecz w gruncie rzeczy tak kochany.

sobota, 7 stycznia 2012

"Bezsenność"

Słodka bezsenność
Patrzy znów na srebrną pełnię
I blade światło rozproszone
W kryształach żyrandolu.

Słodka bezsenność
Nie słyszy absurdu dziennego.
Szuka w ciszy
Spokojnych wspomnień,
Niezapomnianych smaków
I nieopisanych zapachów.

Słodka bezsenność
Tworzy świat lepszy,
Choć za czymś utęskniony.
A ja- otulony w białe fale światła
Sobą być pragnę bardziej,
Niż i tak już jestem w dzień.

Słodka bezsenność
Zabiera mnie znów
Do ciepłej tafli
Lustra wspomnień,
W którym utopiłem
Misę porcelanowych łez.
Nijakie łzy to były;
Łzy bezsmakowe, jakieś twarde.

Ostatnie łzy ronię do misy.
Niedługo zajaśnieją swym
Przejmująco bladym alabastrem.
I spokojnie umysł osiądzie
Na jakimś dnie
I dno się rozjaśni!

Gwiazda polarna przyblednie.
I będzie wygladać mizernie.
Księżyc nie oślepi akasamitu snu
I jego wpływ będzie
Niemożnym zaziemskim pyłem
Zbitym na kształt wyimaginowanego kota
Łaszącego się bezczelnie
Za szybą podświadomości.

"Gdzieś jesteś"

Nie wiem gdzie jesteś...
Wiem, że jesteś.

Wszystko, czego pragnę,
To Twój ciepły oddech na mojej szyi.
Wszystko, czego pragnę,
To fakt, że śpisz obok.
Wszystko, czego pragnę,
To wtulić się w Twój głos
Przy każdej rozmowie.

Nie wiem gdzie jesteś...
Wiem, że jesteś.

Wszystko, czego pragnę,
To dzielić się z Tobą
Ciepłymi promieniami słońca
Każdego poranka.
Wszystko, czego pragnę,
To wymieniać się z Tobą
Konwaliowym uśmiechem
I malinowym pocałunkiem.

Nie wiem gdzie jesteś...
Wiem, że jesteś.

Wszystko, czego pragnę,
To Twe głębokie spojrzenie,
Którego nie odczułem...
Jesteś tlenem...,
A ja płomieniem w szczelnym słoiku...
Wpuść trochę siebie,
Zanim zgasnę.

środa, 4 stycznia 2012

"Wrogom"

Gdzieś w twym dzieciństwie
Róża wyrosła
I ostrym cierniem
Wrosła w twe ciało.
Z roku na rok
Coraz bardziej oplata
I kłuje, i kłuje,
A krew nie leci,
Nawet nie próbuje.

Bo ty nie żyjesz ,
Krwi człowieczej
Nie masz w sobie.
Cierniem się tylko oplatasz...
I podwiązujesz słabe,
Niewinne pędy,
By się wspięły na ciebie...

Zamkniesz się w swojej altanie.
Ciebie nie będzie,
A kiedy umrzesz,
Nikt nie doceni,
Że byłeś,
Że byłaś.
Każdy będzie tylko pamiętał
Ciernie róży.

O różę się dba z zewnątrz,
Bo chorowita, kapryśna,
Kwitnąć sama pięknie nie może.
Ty nie wydałeś kwiatu.
Ty też nie wydałaś.
Ciernie, tylko same ciernie wspomagałaś.

Nie byłeś w tym życiu...
Ty też nie byłaś...
- Ja  stałem obok, ja byłem.
Hodowałem inne kwiatki.

niedziela, 1 stycznia 2012

"Rewanż"

Dziś, kiedy wykruszyły się
Wspólne, dobre wspomnienia,
Kiedy zostali nieliczni,
Dostaję nową energię,
Energię rewanżu.
Na nowo znów urodziłem się.
Zawiedziona dusza
Szuka pocieszenia nawet we mgle,
Zimnym deszczu,
Czy mokrym śniegu.

Człowiek zawiedziony,
Acz silny na duchu
Ładuje swoją przygasłą
Energię ze wszystkiego,
Co nigdy nie zawiodło.
Deszcz jest zawsze,
Sońce jest zawsze,
Drzewa są zawsze.
Wiem, że nie jestem sam...
To tylko inne materie.
Sam jestem materią.

Nie zawodźcie mnie robieniem słońca,
Które ma zgasnąć na zawsze.
Nie dawajcie ciepła ogniska,
Które się wypali.
Nie twórzcie oazy,
Której nie zasilicie wodą.

Mój rewanż będzie milczeniem.
Nie poniżę się stając
Do bezcelowej walki,
By tylko zasiać więcej
Goryczy na świecie.
Będę w ciszy uprawiał
Swój ogród kwiatów dobra.