Łączna liczba wyświetleń

środa, 5 grudnia 2012

"Źli"

I mówią, że grudzień,
Że biało winno być wszędzie.
Ale cóż z tego, kiedy czarny
Grzech sypie; grzech fałszywości,
Grzech obłudy, grzech zdrady?

I mówią, że grudzień,
Że biało winno być wszędzie,
A ja widzę teraz więcej i więcej.
Na wiosnę rozpraszało kwiecie,
W lecie słońce i pierwsze owoce,
Na jasień fruwały kolorowe liście,
A w zimie niebo spadło
Swą bielą na ziemię.
Na białym tle widzi się więcej.
Widać jak dzikie węże
Oplatają zagubione głowy,
Jak przyduszają te ludzkie szyje.

Śmiech tu nie pocieszy,
Uśmiech czarnej plamy nie wykruszy,
Chwilowa żałość na święta
Grzechów nie zmyje.
Bo oni już tacy zostaną.
Mało kto przemienia się cudownie
Z wrzasku w ciszę...
Niech to będą kwiaty przestrogi.
Przestrogę można oglądać i wąchać.
Może jakaś łza niepotrzebna
W truciznę przemieniona,
Może szatan wpadł w ich ramiona...

A Ty się ciesz,
Żeś się nie stał taki.
Nie zapominaj, że póki żyjesz-
Los Twój niespokojny,
Bo w Twoich rękach niepewnie żyje.
I na Ciebie pokusa wylać się może,
Tak, że staniesz się w słoiku
Martwym, ciasnym morzem.
Łza wasza taka, jakby łza
Wypomniana z przeszłości.
Ona nie nawilży już niczego,
Jedynie głupich uwiedzie do nicości.

I mówią, że grudzień,
Że biało winno być wszędzie.
Cisza spokojna nigdy nie wróci,
Wiatr nie ucichnie.
Twój los smutniejszy,
Niż ludzie smutni.
I mówią, że grudzień,
Że biało winno być wszędzie,
A naokoło szachownica się posiała.
Biel, czerń, biel, czerń,
Biel, czerń, a w jednym
I drugim siedzi życia czerwień.

wtorek, 27 listopada 2012

"Chusteczkowe ptaki"

Usiadła na kamiennej ławce
Cała zapłakana.
Wraca tu co tydzień,
Czasem bardzo skonana.
Źle się jej żyje wśród
Żywych, kiedy on w mogile.
Uśmiecha się jedynie
Do zdjęcia przyklejonego
Na pomnika bryle.
Niebo szare naokoło,
Drzewa już bezlistne,
Na śnieg jeszcze za ciepło...
W powietrzu fruwają
Za to białe papierowe ptaki
Z wypłakanych chusteczek.
Wiatr porwał je na wysokie
Drzewa, na niskie krzewy,
Na długie żywopłoty.
Trzyma dalej wdowa swoje
Żałobne ptaszyska.
Inne ptaki już dawno
Odleciały na zimowiska.
Żałobne powinny już dawno
Odlecieć i wrócić za rok
Jedynie na dzień lub dwa.

Pamięć jest komfortem,
Nie może być więzieniem...

sobota, 24 listopada 2012

"Lada dzień spełnić się może sen"

Miałem sen, że nie było
Dla ptaków nieba,
A liść przyszłości świata
Zżółknął jesiennie.
Miałem sen, że straciłem
Węch i smak z własnej woli.
Miałem sen, że nic nie
Mogłem już sam zrobić
W zgodzie z umysłem.
Lecz, niech nie przyjdzie
Ten straszny czas,
Choć dla prawych tego świata
Taki się zanosi.
Jeszcze można walczyć,
Jeszcze można wyczyścić
Tę stajnię Augiasza,
Ze wszystkich żon
Zrobić Penelopy,
Dać kres pyrrusowym zwycięstwom,
Dać pożyć przyzwoitości.

Lada dzień spełnić się może
Ten straszny sen.
Lada dzień sen może się okazać
Tylko głupim proroctwem.

czwartek, 15 listopada 2012

"Aniele usta"

W tym głębokim
I lekkim niebie-
Widzę usta aniele,
Usta spragnione
Mnie i Ciebie...,
By Nas zarazić,
Miłością obdarzyć,
Zapomnieć o smutku,
Sproszkować zużyte łzy.

Pogrąży nas jeszcze
Miła melodia życia.
Utuli puchem uśmiechu,
Zagłuszy nim wszelki żal.

Usta aniele są nieme,
Ale jeśli chcesz,
Możesz je usłyszeć
Swoją duszą.

wtorek, 30 października 2012

"Miasta-widma"


Wzrastały przez wieki w potęgę i moc.
Popadły w zepsucie jak Babilon.
To miejsca, gdzie kwitnie zło
Na długiej łodydze dobra.
Lecz, co z rośliny, która kwiat
Zły daje, a owoc szary, nijaki?

Tu grzech zaczyna żyć
Swoim podstępnym życiem,
Najdoskonalej, jak tylko może.
Pożywkę ma przecież wszędzie:
W każdym domu, mieszkaniu,
Parku, ogrodzie, czy balkonie.

Zło, tu umiłowane, zedrzeć
Szaty ludzkie może: bez zahamowań,
Bez ograniczeń, jak ma ochotę.
Ono się tu zezwierzęca w clubach
I dyskotekach na swym ciemnym,
Pijanym, przeraźliwie głośnym łonie.

Od wieków powiadano, że dobro
Nie krzyczy, choć ton czasem podnosi.
Wszak na balach, operach, nawet
W teatrze i w reakcji na zło głośno bywało,
Ale to z umysłu, doświadczenia
I Boskiej duszy wypływało.

Dziś, w naszym XXI wieku, upadł
Dorobek, ubiegłych gdzieś w czasie,
Moich i Twoich Przodków.
Kiedyś na cześć Kopernika pomnik
Okazały wystawiono, a dziś dla
Konopnickiej zwykły kamień z napisem.

I co pokażemy naszym potomnym?
Nad czym przystaną w zadumie i zachwycie?
Każda epoka dawniej inna była,
Lecz miała swój poziom tak, że do dziś
Jest dla oka bardzo cenna i miła,
Aż wzrastają w głowie bzy i róże.

Czy bloki i wieżowce, jakże marne
W swojej formie, za lat 100 będą zwiedzać
Szkolne wycieczki, zagraniczni turyści
I przypadkowi przechodnie?
Czemu poświęcą chwilę: szybom, rurom,
Bo chyba nie epizodycznej tandecie?

Dziś miasta są jak widma:
Niby tak liczne i jakże ludne,
A dla poszczególnej jednostki
Są często tak chłodno puste i bezludne.
Samotny i obcy w tłumie-
Jakby Człowieczeństwa zaprzeczenie.

Zapytany: Kim on jest; kim ona?,
Odpowiadasz: „No nie wiem i nie chcę wiedzieć.”
A widmo wzrasta i wpadki, przypadki,
Epizody sieje na swym ugorze.
Ziaren sto z kłosu nie będzie, a życia ludzkie
Potrwają marnie jak kwiaty kaparu.

niedziela, 21 października 2012

"A niech leje"

A niech leje z nieba
Ta przeźroczysta ciecz.
Niech oczyści moją
Poszarzałą duszę.

A niech się leje z nieba
Ta przeźroczysta ciecz.
Niech uraduje najmłodszych
Skaczących niesfornie w kałuże.

Niech popada na pomniki
Pobrudzone przez gołębie.
Niech podleje ostatnie
Dalie i astry, nim tknie je mróz.

A niech leje z nieba
Ta przeźroczysta ciecz
I uczyni z latarniami
Teatr świateł na kamiennym bruku.

Niech z wiatrem porwie
Ostatnie lipowe tancerki:
Byle jak najdalej,
Byle do jakiejś dziczy.

A niech leje z nieba
Ta przeźroczysta ciecz
I udowodni suchym radosnym,
Czym mokra radość jest.

A niech leje z nieba,
Niech popada cudowny deszcz.
Niby to zwykłe H2O,
A cała magia w nim jest.

Niech leje, choć jest jesiennie...

piątek, 21 września 2012

"Myśli zrzucają zbędne kilogramy"

Mój powietrzny przyjacielu...,
Daj mi słowo i odwagę
Na zagubionych na naszej
Małej planecie ludzi.
Pomóż mi powstrzymać
Ich igranie z przyszłością.
Każdy myśli, że może wszystko,
Nie patrząc na ponadczasowe
Zasady współistnienia
Z bilionami innych stworzeń.
W trzecim tysiącleciu
Nas, ludzi jest wiele.
Czasami myślę, że zbyt wiele,
Ale kiedy zauważę,
Że antagonistyczny
Wpływ na resztę ma garstka,
Od razu zmieniam zdanie.
Ludzie nie lubią się dzielić,
Są terytorialni, myślą, że nawet
Niebo i woda jest ich.
Robią z niemal każdym żywiołem,
Co chcą, zapominając,
Że ich domniemane terytorium
Rozszerza się wraz ze skutkami
Ich rażących postępków.

Czy widziałeś te miliony wystraszonych oczu?
Czy widziałeś skutki swoich czynów?
Czy to jest na miarę XXI wieku?

Mój powietrzny przyjacielu...,
Będę patrzył zawsze w niebo
I szukał uskrzydlonych braci.
Tak dobrze robi mi patrzenie na nich.
Z nich moc czerpię całą,
Myśli zrzucają zbędne kilogramy.

niedziela, 26 sierpnia 2012

"Wylot w ciepłe kraje życia"

Wylatuję już z gniazda,
Bo lotki w skrzydłach
Dawno wyrośnięte.
Czas pożegnać te doliny
I pagórki dzieciństwem
Mym muśnięte.


Zostawię niektóre wspomnienia
Radości i smutku,
Bo tylko tu im dobrze.
Zostawię odsunięte krzesło
Przy stole, by się zdawało
Że zaraz zwyczajnie wrócę.


Polecę teraz w ciepłe
Kraje życia i rozpiszę
Nową przyszłości kartę.
Stworzę, co się da...
Och, życie!
Żebyś było tego warte!

Bo kto ryzukuje,
Ten może godnie się nasycić,
A kto egoista, wygodny,
Dwulicowy i przezorny-
Niech z głodu
Wnet głośno zakwiczy.


Może mnie ominą,
W tym locie wszystkie
Drapieżne ptaki, kiedy
Szepnę, że tam na dole
Chodzą tłuste, nielotne pędraki.


Uwierzyłem, że prawdziwym
Jestem życia bohaterem:
Wyrzekłem się zapatrzenia
W swych fikcyjnych braci,
By wskrzesić pamięć dostojnych
Prawdziwych historycznych postaci.


I przylecę na stare lata,
Kiedy ich być może dożyję,
Tam, skąd wyleciałem-
Zrobię wszystkie błache rzeczy,
Które dawno temu
Na tę chwilę zamierzyłem.

sobota, 25 sierpnia 2012

"Ogrodnicy"

Pewnego razu Natura
Zażenowała pewnego zepsutego,
Przemądrzałego pana.
Spotkała przez miliardy lat
Wiele stworzeń i wiele
Pokoleń ludzi, ale pierwszy raz
Człowieka z XXI wieku.
Zdecydowała zrobić konkurs
Na lepszego ogrodnika.

Podniecony mężczyzna
Postanowił pokazać fenomen
Ludzkości swoich, pozornie
Doskonałych, czasów.
Udali się razem na puste pole.
Mieli zasadzić coś na ugorze,
By owe miejsce
Oczarowało wszystkich.

Natura zasadziła niepozorną
Cebulkę hiacynta,
A zapatrzony w swoją
Wyimaginowaną boskość pan
Wyciągnął ostrożnie
Z pudełeczka szklaną żarówkę,
Po czym delikatnie
Umieścił ją w ziemi...
Liczył, że wyrośnie
Z niej piękny żyrandol,
Olśniewając bardziej,
Niż kąpiące się w słońcu
Drobne kwiatuszki hiacynta.

Zwycięzca był tylko jeden,
Bo przegrany się przeliczył,
A przecież mógł być remis...

W życiu o to chodzi, żeby
Nie okłamywać samego siebie.
Nie dla każdego jest to łatwe,
Ale jest tyle innych
Uroczych dróg, którymi
Warto podążać i zbierać
Wzdłuż nich prawdziwe skarby.

czwartek, 23 sierpnia 2012

"Nieudany prezent"

Ktoś mnie dziś podarował ciszę:
Tak niewinnie opakowaną
I złocistą wstążką kłamstwa
Starannie przewiązaną.

Ja tej ciszy nie chcę słyszeć.
Co mam zrobić w końcu z nią?
Gdzie ją nie ukryję,
Tam ona wyda swój przykry plon.

Porozwieszałem ją już na gałęzie,
Porozplatałem na firnakach.
Wlałem w kieliszki, a sama
Zadomowiła się w filiżankach.

Od tygodnia już tracę zmysły,
Wszystkie pomysły mam wyczerpane,
Bo nie umiem się nią zająć,
Ani wygonić na obcą polanę.

Ach ty prezencie nieudany,
Nie wiem, czy w ogóle zamierzony,
Wróć do swojej pani
I powróć gadatliwy-odmieniony.

Już tak w świecie naszym bywa,
Że umysły się nie zgadzają,
Po swojemu interpretują
I ciszą drugą osobę nagradzają.

piątek, 3 sierpnia 2012

"Rozmowa Boga z pewnym Homo sapiens"

Witaj! Jak się nazywasz?

-Homo sapiens

O! Dokładnie tak samo,
Jak osoby, z którymi dziś
Już rozmawiałem.

-A Pan jak się nazywa?

Dam Ci tę możność,
Że możesz mnie nazwać
Jak chcesz.

- Nawet Lepus Europaeus?

I w nim jestem nawet...
Daj rękę, nasypię
Ci piasku szczęścia.
Chcesz?

-Oczywiście!

Proszę, tylko ostrożnie,
Bo wysypie Ci się cały.

-Ale trudno utrzymać
Go w ręce. Ziarna uciekają
Między palcami...

Ja tylko daję, Ty zadbaj,
By go nie stracić.

-To chyba za trudne.
Ręka cierpnie przy tym zaciśnięciu.
Wyrzucam go. Koniec.

 Popatrzyłeś na innych,
Jak oni sobie z tym radzą?

-Nie.

A widzisz! Oni umieścili swoje
Szczęście w szczelnych słoikach...
Kiedy je przesypywali, to niejedno
Ziarno wypadło poza naczynie,
Ale każdemu udało się
Je w jakimś stopniu zatrzymać.

poniedziałek, 23 lipca 2012

"Przeźroczyste twarze"


Białe miraże, przeźroczyste twarze
Zewsząd idą, zewsząd spoglądają,
Zewsząd na mnie wpadają.

Przeszedłem dziś ulice:
Długie i te krótkie.
Przekroczyłem dziś mosty:
Szerokie i te wąskie.
Ja Ciebie nie widziałem
Człowieku  obdarzony.
Gdzieś się podział?
Czyś utopił się w nicości...?
Czyś przyodział jakąś maskę
Która Ciebie rozmazała,
Czy może duszę
Ci potajemnie wyrwała?
Jeśli jeszcze Ciebie widzę,
Jeśli jeszcze Cię spotykam-
Znaczy, że żyjesz
I tą przeźroczystą przestrzeń
Możesz pomalować
Kolorową farbą życia.

Białe miraże, przeźroczyste twarze
Zewsząd idą, zewsząd spoglądają,
Zewsząd na mnie wpadają.

Każdy dostał trzy kolory:
Jak w palecie podstawowe,
Ty je ze sobą mieszaj
I twórz własne, inne, nowe...
A gdyś leniwy się narodził,
To tylko te trzy wykorzystaj.
Pomaluj się nimi, byś nie stał
Się, jak ta szyba przeźroczysta.
Jak mnie to bardzo boli,
Że wielu z Was potencjał miało,
A kiedy się stłamsiło,
To farbę tę, jakby rozpuszczalnikiem
Po prostu zmazało.

Białe miraże, przeźroczyste twarze
Zewsząd idą, zewsząd spoglądają,
Zewsząd na mnie wpadają.

A kiedy się śmiejecie ze mnie,
Ja Was nie widzę-
Wszyscyście się tacy sami stali,
Kiedy ja pozostałem sobą.
Wasze zdanie mnie
Naprawdę nie oplami!
Nie bądźcie nijacy,
Bądźcie sąbą
Z rozsądnym umiarem!
Nie pozwólcie zaschnąć
Swoim farbom, bo nie będzie
Drugiej okazji bycia sobą wcale!

Białe miraże, przeźroczyste twarze
Zewsząd idą, zewsząd spoglądają,
Zewsząd na mnie wpadają.


niedziela, 15 lipca 2012

"Oczy"

Kolejną noc
Wpatruję się
W ten gładki
I nijaki sufit.
Jest najpierw
Taki jasny
W tej ciemności
I chwilę później
Taki ciemny
W jasności
Bladego poranka.
Jest taki
Niesamowicie bliski
I zbyt daleki,
By z łatwością
Go dotknąć.
Czekam na swój
Deszcz z niego.
Może dane
Mnie będą dwie
Cudowne krople-
Zakochane oczy...?

Tylu ludzi
Patrzy w sufity
Długimi nocami
I wyczekuje swojego
Skromnego deszczu.
Nikt normalny
Nie myśli o ulewie.
Długie oczekiwanie
Sprawia czasem,
Że wydaje się nam,
Jakby nas coś
Wreszcie zmoczyło,
A później
Spowrotem wyparowało
Do sklepienia chmury.

Kiedy wreszcie
Doczekam się
Swojego deszczu,
Twój zakochany
Promienny uśmiech
Oślepi mnie
Przywilejem, że nie
Będą potrzebne słowa.

Dziś zakochane
Oczy spadły
Do mnie ze sufitu.
Poskutkowało
Widocznie patrzenie
Nicością w nicość.
Dostałem je
W prezencie
Opakowane w gruby
Papier czasu.
Teraz będę
Mógł widzieć
Inne podobne
I wybrać
Te najabrdziej
Dla mnie dogodne.
Od dziś
Jest ich czas.
Odkładam inne
Zachwyty: nad muzyką,
Nad przyrodą,
I wymyślną kuchnią.
Moje zakochane
Oczy są takie
Głodne patrzenia,
Bo jeszcze
Takie młode.

Tak trudno
Je zamknąć...

niedziela, 1 lipca 2012

"Nannerl"

Moja miła Nannerl,
Jak ja często widzę Cię
W każdej niespełnionej
Ziemskiej duszy, w każdym
Tym, którego porwał cień
I cicha trowga nuży.

Moja miła Nannerl,
Ile dziś oczu spotkało Cię?
Ile luster oniemiało?
Ile uszu zazdroścą zapałało?
Ile innych Nannerl z Tobą
Gdzieś dyskretnie zapłakało?

Moja miła Nannerl,
Czy i dziś odwiedzisz mnie?
Czy zaczepisz tajemniczym
Wzrokiem na ulicy?
Czy i dziś odwieziesz myślą
Mnie aż pod domu próg?

Moja miła Nannerl,
Nawet w domu słyszę Cię
W jakiejś niszowej radiostacji.
Nawet w domu widzę Cię
W filmie, w cieniu jakiejś
Przereklamowanej pseudogwiazdy.

Moja miła Nannerl,
Jak to stało się,
Że 183 lata już nie ma Cię?
Powiedzino mi, że pogrążyła
Cię ciemna mogiła.
Czy mnie ktoś okłamał?
Czy może naprawdę
Nie mam złudzenia,
Że nadal żyjesz, tylko,
Że w innych istnieniach?

sobota, 30 czerwca 2012

"Miłe chwile"

Przybywają, wybywają
Ukochane, miłe chwile.
Przemiejrzają, przepływają
Krótkie metry i długie mile.
Nieproszone, zaproszone-
Jedną naturę mają,
Że nie wiadomo, kiedy się
Zjawią. Nie jest jasne,
Kiedy udać się w dalszą,
Nieznaną drogę zamierzają.

I choć trudno wszystkie
Spamiętać, jak spotkanych
W życiu ludzi, to nigdy ich
Za wiele- życia przecież
Miła chwila nie utrudzi.
Takie chwile nie umierają,
Bo za dużo zobowiązań
Tutaj mają- każdy je w myślach
Codziennie wspomina.
Każdy je w podświadomości
Serdecznie w odwiedziny zaprasza.

Miła chwilo, przybądź
Do mnie znowu.
Weź siostry swe i koleżanki.
Mam tyle wolnych pokoi czasu...,
A w każdym pokoju miejsca
Dla wielu Was starczy.

środa, 20 czerwca 2012

"Po porażce"

Nawet niebo dziś
Zrobiło się szare,
Bo ma dusza
Taka sama.
Nawet spadło
Trochę kropel deszczu,
Bo może parę łez
Na świat się wydało.
Ach, jak dobrze,
Że świat dziś się
Mnie przypodobał:
Nie podrażnił słońcem,
Kolorowym niebem.
Wszędzie ponuro i patrzę
Na wszystko z jakimś
Dziwnym gniewem.
A Ty padaj,
Padaj deszczu.
Trwoń swe krople
Nadaremnie.
Rozmyj obraz
Na szybie, bym się
Skupił na tym
Prawie czarnym winie.
Smutek ma prawo
Pożyć chwilę.
Nie zabawię się
Prędko w mordercę.
Dam mu ze trzy godziny.
Poszaleję- tym razem
Dam mu więcej!

I minęło godzin kilka-
Jak we wspomnianej
Wcześniej obietnicy.
Uśmiechnąłem się
Wreszcie do kawiarnianej
Glinianej donicy.
Wyszło słońce-
Smutek zgnity...
Czas na spacer
Po Łazienkach.
Później przebiorę
Się na biało.
Popatrzę w lustro
I odetchnę, że przecież:
NIC SIĘ  TAKIEGO
NIE STAŁO!




środa, 13 czerwca 2012

"Obłoki"

Utonąłem wiekuiście
W nieba aksamicie,
Lecz na chmury
Puchu przywiał mnie
Dziś wiatr.
Wiem, jak Ty lubisz
Białe, puszyste obłoki
Na błękitnym, ogromnym tle.

I wiem, że wiesz,
Że ja też lubiłem
Te nasze słodkie obłoki,
I poziomki zrywane
W czerwcową noc,
I ptaki kojące
Ze smutku utęsknioną
Za czymś duszę.

I wiem, że wiesz,
Że ja Cię kochałem,
Że dobrze razem
Nam było. I choć
Myśmy razem
Długo nie pożyli,
To w duszy miłości
Wciąż będziemy trwać.

Nie ma mnie-
Nie porozmawiam
Z Tobą  żadnymi
Słyszalnymi słowami,
Lecz rozumieją ten
Mój niesłyszalny język,
Twe głuche
I ciemne oczyska.

Człowiek na Ziemi
Naprawdę umiera,
Kiedy nikt go
Już nie pamięta
I nie wspomina o nim.,
Nie żartuje, nie nadaje,
Nie stęka i łez
Tęsknoty nie wyciska.

A Ty moja droga
Mnie dalej płaczliwie
Wspominasz, bom kawałek
Duszy na Ziemi zostawił.
Przez Ciebie serce,
W ziemi zostawione, ściska.
Zapomnij -proszę-
Już o mnie ma miłości
Najczystsza i znajdź
Prędko kogoś, kto
Tę pustkę zapełni po mnie.

piątek, 1 czerwca 2012

"Fajerwerk"

Wyszłaś z ciała bez pożegnania.
Wyszłaś bez słowa.

Nie wiem gdzie jesteś.
Nic nie mówisz,
Nie dajesz znaku.
Nie wiem, czy mam
Szukać Cię w balsku gwiazd,
Czy może jesteś tuż obok.


Wyszłaś z ciała bez pożegnania.
Wyszłaś bez słowa.

A może jesteś hermetycznie
Zamknięta w Boskim niebie,
O którym prawie nic nie wiem?
Jeśli nie masz Tam ziemskiej
Tożsamości, to czy się
Jeszcze kiedyś spotkamy
I pogadamy jak wczoraj?

Wyszłaś z ciała bez pożegnania.
Wyszłaś bez słowa.

Planowaliśmy takie pożegnanie
Dopiero za wiele wiele lat:
Takie ze łzami i czułymi słowami.
Miałaś być już bardzo stara,
Sfatygowana i spełniona.

Nie dotrzymałaś obietnicy.
Prysłaś niczym fajerwerk
W karnawałową noc.



środa, 30 maja 2012

"Paź królowej"

Polała się krew.
Wojna...
Tysiące zabitych
I tyle samo rannych.
Krajobraz niczym
Ciało Jezusa:
W krwi i ranach.

Na ciele pewnej
Zabitej dziewczynki
Przysiadł paź królowej,
By ogrzać się
W promieniach
Wiecznie takiego
Samego słońca.

Motyl odleciał.
Ludzie pochowani.
Na krwi wyrosła
Bujniejsza trawa.
- Teraz na szczęście
Pazie przysiadają
Tylko na liściach,
Kwiatach i kamieniach.

"Flamingi i ludzie"

Tysiące nóg,
Żrąca woda z pożywieniem ,
Różowe pióra.
Tysiące nóg pląsa na płyciźnie.
Raz głowa w górę,
Raz w dół do kwasu.
Nic im nie szkodzi,
Bo wszystkie dorosłe.
Młody niech siedzi
W bezpiecznym gnieździe
I czeka na swój czas.
Niech obserwuje,
Jak dobrze żyć.
Gdy młody flaming
Za wcześnie opuści gniazdo-
Zginie nieuchronnie,
Bo miał za delikatne ciało.

Tysiące nóg,
Żrąca woda z grzechem,
Kolorowe włosy.
Tysiące nóg pląsą na płyciźnie.
Raz głowa w górę,
Raz w doł do grzechu.
Nic im nie szkodzi,
Bo wszyscy dorośli.
Młody niech siedzi
Na bezpiecznym brzegu
I czeka na swój czas.
Niech obserwuje,
Jak dobrze żyć.
Gdy młody człowiek
Za wcześnie opuści brzeg-
Zginie nieuchronnie jego przyzwoitość,
Bo miał za delikatną psychikę.


wtorek, 22 maja 2012

"Chora Ziemia"

Pani Ziemia nad Mleczną Drogę się udała.
Uklęknęła i po 5 minutach gorzko zapłakała.
W tafli lustra prawdy zobaczyła, że odkąd
Zaraziła się gatunkiem ludzkim,
Jej wnętrze wyniszczają ideaologiczne skrajoności,
Głupota i nieuzasadniona nienawiść.
Jej narządy mocno nadniszczone,
Krew nie płynie czysta,
Skóra ozonowa poraniona,
A jedynie szkielet trzyma się względnie.

Ludzie mają raka, a ja mam ludzi- stęknęła.

Zamknęła oczy, od lustra tego uciekła.
Wróciła umysłem na swą orbitę,
Czekając na cudowne wyzdrowienie.


czwartek, 3 maja 2012

"Cudowne życie"

Dziś w szpitalu:
Za ścianą dla kogoś
Skończył się życia dzień,
Za drugą dopiero wstaje.
Śmierć utuliła do wiecznego
Snu kolejną duszę
I powitała 2 nowe,
Wchodzące dopiero w ciała.
Całe cudowne życie:
Z początkiem
I nieuniknionym końcem.
Dusza nowego istnienia
Uczy się kochać życie.
Każda w innym czasie.
Na ogół trwa to długo
I potrzeba mocnych bodźców,
By zacząć coś doceniać.
Dopiero dojrzała dusza mało
Marzy lub prawie w ogóle.
Dojrzała dusza jest w okresie,
Kiedy całą radość wypełniają
Cudowne wspomnienia,
Otulające ciepłą kołdrą
Naszą świadomość.
Dojrzała dusza dopowiada
I kończy to, czego
Obawiała się wcześniej.
Dojrzała dusza cieszy się
Bardziej swoim istnieniem
Tutaj na Ziemi,
Ale też tym, co będzie.
Dojrzałą duszę karmi
Retrospekcja przejażdżki rowerowej,
Czekania na pierwsze truskawki,
Pierwszy agrest i jesienne jabłka.
Karmi ją nawet wspomnienie
Każdego tańca, śmiechu,
Wspólnie spędzonego czasu
Z ludźmi, których kocha szczerze.
Tylko dojrzała dusza zna
Cenę i prawdziwy smak życia.

Były i ciche kłótnie, i głośne waśnie.
Były tkliwe przebaczenia.
Był głośny śmiech i rozpaczy krzyk.
Ot, całe nasze (nie)doskonałe,
Cudowne życie!

sobota, 28 kwietnia 2012

"Urodziny"

28 kwietnia- ważna dla mnie data,
Bo kolejna rocznica przesypuje
W mojej niewidzialnej klepsydrze
Niezbadaną ilość piasku.

W moje urodziny patrzę w tył,
By nie zapomnieć pięknych chwil.
Patrzę też w przyszłość,
By zrobić miejsce dla czegoś,
Co dobrze przyjdzie mi wspominać.
W moje urodziny patrzę tu i teraz.
Chyba specjalnie dla mnie
Przyleciały powietrzne akrobatki
W czarnych frakach po długiej zimie,
A na termometrze, o dziwo,
28 rocznicowych kresek na plusie.

Magia...
Sama magia.

W moje urodziny kołdra
Zapachów czeremch i wiśni
Wypełnionej ciepłym wiatrem
Otula mój umysł, przyduszając
Wszystkie niepogodne myśli trosk.
W ten szczególny dzień żółć mniszków
Wcześniej zaczęła maj.



W moje urodziny patrzę
I cieszę się prawdziwie
Tylko prezentami natury,
Bo wiem, że nie dostałem
Ich tylko sam na wyłączność.

piątek, 27 kwietnia 2012

"Bal życia"

Zaczął bal
Piękny pan,
Piękną panią
Prosząc do walca.
W górę, w dół,
W górę, w dół-
Szybowali na palcach.
Było to,
Było to,
Kiedy życia
Tak nie znali.
Uczucie każde
Nie tak łatwo,
Nie tak łatwo
Jeszcze poznawali.
Piękny pan,
Piękny pan
Prosił w tan,
Co następny taniec
Piękną panią.
Tu i tam,
Tu i tam,
Od kąta,
Do kąta
Razem wirowali.
Walc ten
Słodko trwał,
Słodko trwał,
A minuty
Od końca balu
Niewiele dzieliły.
Wtem z niepowodzeń ran,
Z niepowodzeń ran,
Białe niebo
Wspólnie zobaczyli.
Od tej pory
Żaden przerwany takt,
I melodia urwana
Tego balu nie zabiły,
Tego balu nie zabiły.
Bo się wkradł
Miłości walc,
Miłości walc
Do ich serc,
Żelaznych serc,
Uruchamiając kluczem
Złoty zegar współistnienia.
Piękny pan,
Piękny pan
W piękną panią
Uwielbiał się wpatrywać.
Blisko tak,
Blisko tak,
By ciepło jej czuć
I w siebie skrywać.
Piękna pani,
Piękna pani
Temu panu
Ciepło chętnie oddawała,
Bo wiedziała,
Bo wiedziała,
Że w kobiecym
Sercu większa
Energia się skrywała.
W sercu ich wirował
Płomień. i wzniecał go
Dziki wiatr,
Dziki wiatr,
By miłości bal
Słodko trwał,
Słodko trwał,
Przez dziesiąt  długich lat.
Wtem piękny bal,
Piękny bal
Już został przerwany.
Melodia piękna
Prędko ustała,
Prędko ustała.
Piękna pani
Smutna siedzi,
Smutna siedzi,
Bo bez pary została.
Piękny pan
Piękny pan
Odszedł nagle
Do szpitala,
Do szpitala.
Zmartwienie to wielkie,
Zmartwienie co niemiara.
Dobry Boże,
Dobry Boże,
Wolnego!
Nie spiesz się tak,
Nie spiesz się tak.
Daj, choć mały płomyk
Ostatniego walca
W wolny takt,
W wolny takt.




czwartek, 19 kwietnia 2012

"Groszki pachnące"

Posiali młodzi,
Bez pytania,
Groszki pachnące.
Wpletły się one
Wkrótce między
Honorowe i wytworne
Róże z tradycjami.
Zagłuszyły je jaskrawą
Zielenią i pastelowymi
Kwiatami, krzyczącymi
Mocniejszym zapachem.

Niedługo potem, groszki
Rozsiały się naokoło.
Trwało to chyba moment,
A  biedne róże wymierają.

XXI wiek- to już tylko
Chyba same groszki.
W XX jeszcze
Sporo róż bywało.
Jszcze dawniej same
Róże sadzono i tylko
Akcentem rozsądnie
Zasiasnych groszków-
Rabaty porządku wartości
Świata urozmaicano.


niedziela, 15 kwietnia 2012

"Titanic"

Przez pychę i wygodę,
Przez jakieś zapatrzenie
Półtora tysiąca dusz
Poszło na stracenie.

Zimne sztylety wody
Przeszywały ludzkie ciała.
I na nic ciepły ubiór,
Kiedy woda wszystko
Przenikała.

Na żelaznej wyspie
Poczucie szczęścia
Się zarysowało,
Później pękło w połowie.
Wszystko przez to, że żelazo
Nie lubi lodu, a może
Bardziej ludzkiej głupoty.

Półtora tysiąca dusz poszło
Na stracenie.
Zginęło więcej, ale historia
Uwielbia zaokrąglać liczby.
Jakby ktoś był mniej ważny.
Jakby ktoś się nie urodził,
Nie ssał mleka matki,
Nie stawiał pierwszych kroków,
Nie uczył się mowy i zasad.

Część przetrwało, a mogło więcej!

Titanic był marzeniem wielu.
Może miał duszę, na której
Półtora tysiąca i trochę
Popłynęło do nieba pierwszą klasą.

środa, 11 kwietnia 2012

"Klimatyczne swatanie"

 Jestem Wiosna, a Ty Zima.
Czy czas to przetrzyma?

Zakochałaś się we mnie Zimo.
Tyle nas dzieli:
Temperatura, kolory, inne słońce.
Choć jesteś o krok w tył,
To bliżej mi dwa kroki do Jesieni.
Ulegałaś dla nas. Nie sypałaś śniegiem,
Nie straszyłaś mrozami.
Zwlekałaś jak najdłużej, by pokazać siebie.
Bawiliśmy się we mnie.
To był najpiękniejszy okres.
Później była  zabawa w Jesień,
Ale i ona minęła.
Tak chciałem się cieszyć czerwienią liści
I owoców jarzębiny.
Mówią, że Jesień jest najpiękniejsza,
Bo najbardziej się ją docenia.
Na końcu przypomniałaś sobie o Lecie-
Dałaś tylko jeden dzień jego temperaturę.

Tak szybko minęły trzy pory,
A wciąż jestem młody.
Doczekałem się- dałaś wreszcie
Swój śnieg, pod którym śmierć
Przychodzi niezwykle cicho.
Tak łatwo usnąć w zimnie na zawsze.
Za młody jestem na umieranie,
Ale w porę wygrzebałem się
Spod Twojej bielusieńkiej zaspy.
Poszukam teraz innej pory roku
Wreszcie będę miał czas
Na zabawę w Lato i Jesień.
A może starczy jeszcze czasu,
Bym nasycił się swoim urokiem.

Ciepło do ciepła. Zimno do zimna.
Lato najlepiej do Lata.
Wiosna do Wiosny.
Jesień do Jesieni.
Zima do Zimy.
Nie kuś się na sprzeczne odczucia,
Na za szybki bieg, by nie ominąć
Czasu na każdą porę roku,
Na każdą porę życia.
Jak mezalianse, to tylko te ciepłe.
Los sprawił, że Zima jest samotna
W swojej chłodności.
Może ma przez to prościej...

Jestem Wiosna, a Ty Zima.
Czas tego nie przetrzymał.

piątek, 23 marca 2012

"Dąb"

3 lata temu zmarł mój dalszy sąsiad- dąb.
Zapłakało moje serce, że zabrakło
Kolejnej zielonej chmury.
Męczył się kilka lat staruszek...
Teraz zostało tylko jego przeklęte drewno
Bez kropli soku życia.

Zmarnował ten dąb całe pięć wieków,
Bo wybrał życie wśród domostw.
Każde jego dziecko
W niemowlęctwie zabijano.
Tak bardzo chciał być rodzicem...
Wieczna żałoba trzymała go tu aż tyle.
Jego młodsze rodzeństwo i kuzynostwo
Już dawno skazano na gilotynę.
Żył nadzieją, że w końcu się doczeka
Spokoju i spełnienia.

Wschodzące zielone chmury,
Bijące się o skrawek nieba
Widocznie bardzo denerwują ludzi.

Kiedyś flora kradła niebo.
Kiedyś niebo było zielone.
Dziś niebo tylko błękitne.
Dziś niebo jedynie z białym pierzem.
I szarą pianą z kominów.

poniedziałek, 19 marca 2012

"Mała podróż"

Wpadam, teraz w marcu, w głąb tamtego lata,
Wypluwając całe remedium na tęsknotę.
Wpadam teraz w głąb tamtego lata
I usiądę gdzieś sobie-
Powspominam jego życie...

Popłaczę, wypiję węgierskie wino,
Będę patrzył w gwiazdy
I czekał na te spadające.
Ach..., w lecie widywałem ze 3 każdej nocy...

Tamtego lata było tak cudownie,
Tyle nadziei naokoło.
Choć się coś nie spełniło,
To świat swoim urokiem w rozkwicie zachwycał.
Spadło tyle gwiazd, tyle życzeń za nimi...,
To nic, że żadne niespełnione.


Tamtego lata wiał ciepły wiatr.
Szliśmy razem chłodną drogą.
Morze posrebrzonych księżycową poświatą trzcin
Rozstępywało się przed nami ukazując dalszą drogę.
W jednym uchu słuchawka i Valdteufel,
W drugim głosy nocnego świata.
Tam sowa, gdzieś pies szczeka, samochód nadieżdża.

Noc i lato to naprawdę udani kochankowie!
Oby się nigdy nie kłócili i dawali
Swoje 100% miłości w obrazie świata
Tak, jak rok temu.
Większej sielanki w ich związku nie pamiętam.

Wpadam teraz w głąb tamtego lata.
Oj, posiedzę sobie!


niedziela, 18 marca 2012

"Kiedyś"

Kiedyś Ty nie będziesz
Mnie szukać i ja Ciebie nie będę.

Może wszechwładny los
Nas przed sobą postawi,
A wyzwaniem naszym będzie,
Że się  po prostu pokochamy.

Może los nas złączy
Wiekuiście na dobre i złe,
Złotym laurem szczęścia
Nas oplącze..

Będziemy wzrastać
I upadać z rozgłosem.
Będziemy śmiać się
I płakać.
Będziemy wspominać
I zapominać.
Wszystko będzie z sensem,
Bo razem i jednocześnie!

Kiedyś Ty nie będziesz
Mnie szukać i ja Ciebie nie będę.
Stanie się wszystko samo,
Chęć nas na dalsze szukanie
Miłości nie weźmie.

sobota, 17 marca 2012

"Poranne oczy"

Patrzyły na mnie oczyma
Kropel rosy poranne chwile
Zawarte we wszystkim,
Co żyje i nie żyje.
Patrzyły kwiaty
I zielone źdźbła traw.
Patrzyły szyby i szare kamienie.
Nawet blacha na dachach
I w drzwiach trzpienie.

-9 rano-

Wszystko usnęło.
Słońce zabrało im oczy,
By oddać je następnego
Przedświtu, a może dopiero pojutrze.

W tych wodnych oczach
Ja byłem odbity.
Przez te oczy kwiat trawę zobaczył,
A kamień ujrzał wreście swoją
Kuzynkę- szybę w oknie.
Dach zobaczył niebo.

Ach, jak dobrze mieć oczy
Na wyłączność, niepożyczone,
Takie tylko dla siebie.

czwartek, 15 marca 2012

"Dom XXI-wieku"

Wybudowaliście dom XXI-wieku:
Prosty dom, a może tylko szałas,
Bo bez fundamentów.
Wybudowaliście dom XXI-wieku:
Wątły dom, który wkrótce się zawali.
Tandety tapeta przyklejona
Na niedoskonałej ściane przeciętności.
Wybudowaliście dom XXI-wieku.
Nie ma w tym domu obrazów
Wiary i tradycji.
W tym domu nie wisi zegar
Rozsądnego biegu czasu.
Nie ma mebli precyzji i pracy.
Wybudowaliście dom XXI-wieku.
Położyliście w nim tylko dywan,
W który można wytrzeć wszystko.
W tym domu tylko byle:
Szybko, tanio i nago.

Zamieszkaliście w domu XXI-wieku:
Nędzni kpiarze z reklam,
Niszczyciele lasów,
Wyzyskiwacze,
Pseudomędrcy,
Parszywi kłamcy,
Truciciele z MONSANTO,
Leniwi śmieciarze
I wreszcie okupanci tych,
Którzy nie zamierzali zamieszkać
W waszej doskonałej budowli.
Ludzie, którzy nie nauczyliście się
Budować domów,
Doznajecie teraz największego
Upokorzenia w dziejach;
Upokorzenia samych siebie.

Haos i destrukcja.
Haos i destrukcja.
Czy czujecie jeszcze jakiś respekt?

Nie mam jak się wyprowadzić,
A głos mój wciąż przekrzyczany...

wtorek, 6 marca 2012

"Mały traktat o dzieciństwie"

Pamiętasz? Siedzieliśmy w złotym morzu
Bezkresnych traw.
Pamiętasz, jak wtedy inaczej
Płynął czas?
Pamiętasz jak słodycz chwil
Wplatała nas w obłędny wir?
I czy pamiętasz te gwarne kruki,
Gawrony, których odgłosy
Były jakieś milsze,
Niż słowicze tony?
Pamiętasz jak w obiadu czas,
By nie wracać do domu,
Jedliśmy jeszcze zielone pomidory?
Świat się śmiał beztroską chwil.
Świat dawał więcej, niż wszystko,
Co wycenione przez dorosłych.
Pamiętasz ten świat , gdzie wolałeś
Wbite gdzieś pszczele żądło,
Niż widok czterech ścian?
Czy pamiętasz ten czas,
Kiedy banknotem był zwykły liść,
A towarem kora i polny kwiat?
A pamiętasz te noce utęsknione
Za pierwszym blaskiem słońca?

- Tak, pamiętam wszystko...
  Później już była tylko szkoła,
  Złodziejka najpięknieszych wschodów.
  Później już były tylko popołudnia
  Bez błogiego epilogu poranka
  Na łonie natury...

Miło, że jeszcze pamiętasz...

czwartek, 1 marca 2012

"Zapach wiosny"

A może zamkniemy oczy?
A może zamkniemy usta?
A może zatkamy uszy
I wiatr wspomnień
W głowie zahuczy?
Przyniesie on we włosach
Rozwianych zapach
Wiosny ukochany.

Będziemy chodzić
Po lekko ubranym lesie
W rajstopy zawilców.
Będziemy szukać się
W łąki zielonym dywanie.
Będziemy karmić oczy
Złotymi krążkami mleczy
I pierwiosnków.

- Pierwiosnki pachną najpiękniej!

Będziemy z dali wypatrywać
Ponadczasowo ubranych sosen.
Spadź na nich lśniąca
Przez  usta małej robotniczki
Zapełni niebawem na stołach
Pękate słoiczki...

A może nie otwieraj jeszcze oczu?
A może miej zamknięte dalej usta?
A może miej zatkane uszy?
Niech pożyje ta rozpusta!

"Idealna"

Wśród białych latawców,
Wśród rozpierzchłych dmuchawców,
Wśród błękitu nieba i żółci mniszków,
Wśród fioletu chabrów i zieleni lip
Widzę Cię niezmiennie taką samą:

Zawsze lepszą i doskonalszą!

Jak kochasz, to doceniaj,idealizuj-
Wtedy życie to bajka.

środa, 29 lutego 2012

"Ocean"

Ocean jest mną,
A Ty nie będziesz innym oceanem.
Możesz być rzeką, która
Nada mi słodyczy ukochanej.

Nie ruszysz twardych
Stron mojej duszy skamieniałej,
Więc szukaj ołówka.
Mam marginesy niezapisane.

Cóż bez Ciebie? Cóż?
Nic, bo jestem oceanem...
I bez rzeki byłem,
A wszelką moc z chmur ściągałem.
Z chmur, o których inni
Nie śmieli myśleć nawet.

Nie zabierzesz mi już wszystkiej soli.
Soli, która potrafi dać i gorycz zemsty,
I uchronić od zepsucia świata.
Wiem, że jestem słony...
Nigdy słodki się nie stanę,
Więc jeśli kochasz, jeśli lubisz,
Wiedz, że częścią mej
Słoności się na zawsze staniesz.

I choćby Cię odzyskać słodką próbowali,
Ty nie powrócisz do dawnego stanu,
Bo rozcieńczyłaś się wiekuiście
W bezkresie mego oceanu.

poniedziałek, 27 lutego 2012

"Donna perfetta"

Jedno spojrzenie
I jedno trzepnięcie rzęsami,
I jeden  Twój uśmiech
Sprawia, że wyciągam
Z serca całe złoto.
Wiedz, że oprószę naszą miłość
Diamentowym blaskiem oczu.

Donna perfetta,
Wyciągnij  i Ty swoje złoto.
Donna perfetta,
Otwórz swój sezam.
Donna perfetta,
Pozwól mi stopić w jedno
Ten szlachetny metal.
Donna perfetta,
Razem będziemy bardziej bogaci.
O moja donna perfetta,
Złotej miłości nigdy za wiele.

Jedno moje spojrzenie
I jedno moje mrugnięcie oczami,
I jeden mój uśmiech
Niech sprawi, że wyciagniesz
Z serca całe swoje złoto.
Oprósz naszą miłość
Diamentowym blaskiem oczu.

Donna perfetta,
Wyciągnij  i Ty swoje złoto.
Donna perfetta,
Otwórz swój sezam.
Donna perfetta,
Pozwól mi stopić w jedno
Ten szlachetny metal.
Donna perfetta,
Razem będziemy bardziej bogaci.
O moja donna perfetta,
Złotej miłości nigdy za wiele.

Donna perfetta,
Nie zawsze trzeba umrzeć,
By poczuć się jak w niebie.

niedziela, 26 lutego 2012

"Bez pomnika"

Długo żyłeś samą chwilą,
Samym smakiem, porządaniem.
Uciekałeś ciągle od wykutego
Przeznaczenia w twardej skale.
O pomniku życia nie myślałeś,
A Bóg czekał...
Zdążyć przed Panem Bogiem,
To coś nie na ostatnią chwilę.
On dał nam czas,
A Ty nic z tym nie zrobiłeś.
Myślałeś, że rzeczy wielkie
Zostawisz na starość spokojną,
A tu niespodzianka
- Już Cię nie ma. Ty nie żyjesz!

sobota, 25 lutego 2012

"Lekko"

Lekko na palcach,
Lekko kochani,
Bo Primavera tuż za Wami.
Lekko na palcach,
Lekko kochani!
Pozwólcie znów być oczarowani.

Czy pamiętacie delikatną Jej cerę;
Cerę bladą od kwitnących
Wiśni, czereśni i śliw?
Czy pamiętacie róż
Płatków jabłoni
Muśnięty na Jej policzkach?
Czy pamiętacie radosny,
W Jej porę, sikor i szpaków śpiew?

W Jej obecności
Nic nie mówiliście,
Bo choć nienauczeni,
Wiedzieliście, że na piękno
Doskonałe i czyste nie ma słów.

Już za chwileczkę rozbrzmiewać
Będą pierwsze świersza koncerty,
Kojące do snu zmęczone
Całym dniem Amory.

Jutro od nowa
Będzie głośno od świstu
Ich białych skrzydełek
Kreślących na niebieskiej pięciolinii
Miłosne walce i marsze.

Lekko na palcach,
Lekko kochani,
Bo Ona tuż za Wami.

Lekko na palcach,
Lekko kochani!
Pozwólcie znów być oczarowani.

"Tu i teraz"

Zastanawiałem się długo
Jak wygląda niebo...
Myślałem, że znajdę
Tam po prostu coś,
Czego nie widziałem,
Coś, co trudno sobie wyobrazić.
Patrzyłem długo w życiu
Na drzewa, kwiaty,
Zwierzęta, domy i pałace.
Uważnie obserwowałem
Wszystkich ludzi
W zasięgu mojego wzroku.
Doświadczyłem śmierci bliskich,
Pożegnałem pseudoprzyjaciół.
Wspominałem wszystkie chwile,
Które nosi moja pamięć.
Nie bez powodu
O jednych rzeczach pamiętamy,
A drugie odchodzą bez uwagi.
Uświadomiłem sobie,
Że niebo i piekło mamy tu.
Piekło, to wszystko złe;
Prześladujące myśli
I wrodzy ludzie.
Zdaję sobie sprawę,
Że w niebie musi być
Naprawdę pięknie,
Skoro jego ziemska część
Jest taka cudowna.

W tym niebie siedzę cały czas
Z tymi, których kocham.
W tym niebie śmieję się,
Uśmiecham sam do siebie.
W tym niebie moczę nogi w rzece
I oganiam się od komarów.
W tym niebie huśtam się,
Aż będę miał dosyć,
A odpoczynek sprawi mi
Znowu radość.
W tym niebie nikt nie umiera,
Nikt nie zawodzi.
W tym niebie słyszę muzykę,
Którą kocham, która odpręża
Mój umysł.
W tym niebie- moim niebie!
Ja niebo codziennie widzę.
Bóg stworzył ziemski raj,
A My go nadniszczyliśmy.

Coś jednak zostało.

Sami wybieramy ile chcemy teraz nieba.
Sami dozujemy sobie życzliwość i uśmiech.
Sami wybieramy, jak się bedziemy doceniać
I o kim pamiętać. Sami! Tu i teraz.

A dziś kawałek mojego nieba naleję sobie do szklanki.
Będę się delektował powoli
Jego doskonałym smakiem.
Dziś moje niebo będzie tylko sokiem,
Będzie  truskawkowe.
Jutro napiję się nad moim ulubionym stawem.
Będzie bardziej doskonale,
Będę miał aż dwa puzzle
Z tej nieskończonej dla -tu i teraz- układanki.

wtorek, 21 lutego 2012

"Fotografia"

Powiewało zboże
Na słonecznej fotografii;
Owo zboże przeplatały
Też czerwone maki.
Słońce malowało
Przejmujące wzory
Na zielonych liściach
Wszelkiej flory.

Wiem, że ptaki też tam były,
Wiem, że pieśni swe tworzyły,
Lecz na zdjęciach
Ja ich nie usłyszę.
Co ja zechcę-
W myśli  sam dopiszę.

Jak ja tęsknię,
W te zimowe mrozy,
Za tym ciepłem,
Za nagrzaną gładką korą brzozy.
Tęsknię za  piskliwym słowikiem
I za bocianem,
Co codziennie późną porą,
Lecąc do swego gniazda,
Puszczał z czarnych piór
Atrament nocy,
I za jaskółką,
Która każdego poranka
Ten atrament sobą wycierała.

Noc w lecie inna była;
W letniej nocy inaczej
Smakuje każda chwila.
A zboże dotąd gorące, złotawe,
W srebro zmienia się chłodnawe.

Za to w lata czas,
Gdy gorąca będzie pora,
Zdjęcie lata schowam,
Milsza będzie
Się wydawać zimowa pora...

wtorek, 14 lutego 2012

"Zawiało chłodem"

Zawiało od was chłodem,
Przymarza mi serce.
Najbardziej obco i zimno mi,
Kiedy siedzę obok,
Kiedy zamknęłyście przyjaźni serce.

Wczoraj byłyście bliskie,
Dziś nadto dalekie.
Tak łatwo ulegać ludziom
I rzucać dawne idee
Na odapdów kobierce.

Nie zasłużyłyście na moje łzy.
Ci, którzy zasługują,
Nigdy nie pozwolą
Nawet o nich pomyśleć.

Zawiało od was chłodem.
Idę w cieplejsze miejsce.

poniedziałek, 13 lutego 2012

"Mały traktat o szczęściu"

Gdybym wiedział co to jest  szczęście na 100%,
Nie miałbym potrzeby szukania go zawsze
I gdzie się da.
Dziś już wiem, że szczęście to coś,
Co często nie zdarza się...
Wielkie szczęście niestety może żyć tylko
W temperaturze swoich 100 %.

Dziękuję wszystkim za ból,
Za cierpienie, plotkę,
Fałszywe pomówienie.
Dziękuję za nadzieję,
Za ironiczny gest,
Za każde na mój temat
Złe westchnienie.

Na szczęście małe trzeba znaleźć inne słowo.
Szczęściem małym są krótkie chwile,
Miłe gesty, dobre słowo,
Śpiewające ptaki, blask słońca,
Księżyc w nocy, ciepły wiatr.
Szczęściem małym jest i burza, i grad
Wtedy, kiedy miłość zapuka do serca.
A kiedy burza znika,
Szczęście to ucieka i przemija.
Klucz tylko zabierając na pamiątkę,
By nikt inny tak łatwo nie mógł
Sobie do niego wejść.
Bez wzoru kluczy się nie dorabia.
Trzeba  całe zamki wymieniać.

Choć uciekałem od zła, fałszu,
To odkrywałem, że jedno i drugie wszędzie jest.
Dużego szczęścia w ziemskim życiu nie ma.
Już słyszałem najszczerszy szept miłości,
Już wesołą minę widziałem,
Już pogodne pozdrowienie
I na starą plażę falą losu wracać musiałem.

I łzy nie pomogą,
I nie pomoże Czajkowski, i nie pomoże Strauss, ani Bach.
Wielkiego katharsis w tym życiu nie będzie i tak.

Gdybym nie znał słów złych
I oblicza prawdziwego niektórych,
Pewnie nie byłbym człowiekiem.
Pewnie by mnie nie było.
Wielkie szczęście znałem krótko.
Było to wtedy, kiedy nie znałem  żadnego języka.

wtorek, 7 lutego 2012

"Suche łzy"

Kiedy kwitną bzy?
  -W maju.
A kiedy lipy?
  -W lipcu.
Hm...A kiedy kwitną bratki?
  -Na wiosnę i na jesień.
A kiedy kwitną łzy?
  -Łzy kwitną teraz
  Na mej twarzy...
  Łzy kwitną, kiedy
  Coś dla serca
  Trudnego się przydarzy...
Czemu zatem ich nie widzę?
  -Bo silni tylko
  Pustynne łzy sadzą.
Ja wczoraj płakałam...mokro.
  -Więc jesteś z lasu deszczowego.
  Takie łzy nie przetrwają suszy,
  Ani chłodu srogiego.

piątek, 3 lutego 2012

"Trzecia era"

Czarne pióra przywiał szczypiący wiatr;
Pióra ptaków zła, które niosły okrutną śmierć...
Czarne pióra rozwiał z martwych ciał
Przegranych bożków...

Zawiał je w błoto, rzeki i gęste śniegi...
Koniec końców stał się początkiem...
Nie ma białych piór bocianów dobra,
Które zniszczyła zawistna, głupia czerń.

A kiedy zniknęło dobro, zło dla siebie pozostało
I zniszczyło się w walce z samym sobą.
Umarło..., lecz lekkie pióra pływają
Na falach wiatru, aż do czasu, gdy spadną tak,
Jak i spadły białe...

Przepadły wielkie ptaki...
Nie ma kruków, nie ma bocianów.
Mamy gołębie i kosy...
Drobne, niewinne ptaszyny...
Gołąb to resztka spuścizny bocianów,
A kos za mały, by coś już zniszczyć...

Nadzieja, ewolucja długa...
Nawet za dekad kilka kos gołębia nie tknie.
Na szczęście, na szczęście całe,
Bo nowa era przybędzie.

Otwórz swoje oczy z ciemności,
Wylej nieczyste łzy nicości.
Otwórz oczy i zobacz wreszcie
To, co jeszcze białe...

czwartek, 2 lutego 2012

"Mały traktat o pewnej kobiecie"

Słońce zachodzi.
Słyszę Twój głos...
Jest jak aniele westchnienie.
Słońce zachodzi
I umiera Twe jasne wspomnienie.
Słońce zachodzi,
Słońce zachodzi codziennie.

Zabiera światło.
Nigdy nie myślałem tyle o Tobie.
W dzień patrzę na arcydzieło,
W ciemności  nocy widzę,
Jaka jesteś skomplikowana.
Nie mogę Cię ogarnąć umysłem.
Nic na świecie nie jest głębsze
Od Twojej duszy...
Blada cera, czarne serce.
Słońce zachodzi,
Słońce zachodzi codziennie.

Opromienia Cię rano
I zabiera pod wieczór.
Ktoś Cię zamknął
W żelaznej, zimnej kaplicy
I czarnym kirem przewiązał Twe usta.
Słońce zachodzi,
Słońce zachodzi codziennie.

Nikt Cię nie uwolni z tego więzienia.
Każdego świat, tylko na własne
Życzenie się zmienia.
Są ludzie bałaganiarze,
Którym nie chce się
Wyrzucić pewnych śmieci.
Kir pozostał.
Kaplica dalej zimna.
Cera blada.
Serce czarne.
Słońce zachodzi,
Słońce zachodzi codziennie.

Wyjdź stamtąd i zobacz
To wreszcie.
Poczuj słońce.
Nie wyrzeknę się nadziei.
W Tobie musi się  ona odrodzić.
Nic Ci po anielim głosie...
Słońce zachodzi i dziś.
Zachodzi niezmiennie.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

"Juliusz świata"

Kolumny życia upadły,
Firmament ideału został zawalony.
Chaos dręczy teraz,
Chaos roztargniony.

W głębię zapada się
Wszystko człowiecze.
Wszystko na ten czas stracone,
A ideał jak Juliusz
Podstępem zdradzony.

Brutusie obłudy,
I ty przeminiesz.
Juliusz będzie,
I tak bardziej sławiony,
A ty za występek swój
Będziesz na wieki
Straszliwie potępiony.

Maska pozorów
Dla honoru uczciwego
Nie jest usprawiedliwieniem.
Fałsz teraz przecieka
Pod me powieki,
Przecieka przez zamknięte.
I kreśli na gładkiej
Tafli drzwi oka
Obraz wasz zupełny.

Człowiek..., to słowo
Dla nazwania was
Przesadzone okrutnie.
Zwać sie człowiekiem
Mogą tylko niektórzy.

Kolumny upadły.
Dobrze, że mamy dźwigi,
Lecz paliwo ludzkich
Umysłów prawie skończone.

Chwało Juliusza świata- wróć!

"Mówią, że mam starą duszę"

Urodziłem się gdzieś,
Sam już nie wiem gdzie.
I 100 lat w przód, i 200 przed.
Mówią, że mam starą duszę.

Słyszę szepty tych,
Których zabrał czas
I muzyki starej
Wykwintny takt.
W głowie wciąż mam
Obraz ten, kiedy sztuka
Miała serce i duszę.
Gdzie nie męczył ją
Ten niepotrzebny ton
I puste słowo.
Ja przerwać dziś tę drogę złą muszę.
Bo mówią, że mam starą duszę.

Patrzę na ludzi
I nie chcę ich dzisiejszych,
Bo są jak z futurystycznego
Koszmaru ze złych ksiąg.
Ja wolę stare brudne kamienice,
Niż nowe osiedle na pokolenie lub dwa.
Ja nie chcę natury w parkach i w zoo,
Ja chcę natury w naturze,
Bo mówią, że mam starą duszę.

"Była konwalią"

Była dla mnie uśmiechem dalekim,
Spojrzeniem niedojsiężnym
I nagle stała się kwiatem,
Kwiatem konwalii majowej.
Który dany jest mi zerwać,
Zerwać na skwał.

Zapachniała mi tak,
Jak nie pachnie cały świat,
A jedynie w wieczory majowe
Na leśnej polanie jej kwiat,
Jej cudowny kwiat.

I gdy go już mam,
Wiem, że nie jestem sam,
Że mam królową wszystkich
Zmysłów dla siebie.
I topię się w nim,
Kwieciu tym,
Bo czuję się jak w niebie.

Lecz co to za kwiat,
Co trwa i trwa?
Nagle konwalia ta,
Tak szybko zgubiła swój wdzięk,
Jak szybko go mi przedstawiła...
Czy czekać znów mam
Rok cały  na jej kolejne przedstawienie,
Czy pocieszać się ciut trwalszym,
Tym róży, wspomnieniem?

Każdy mężczyzna
Lubi inne kwiaty...
Ktoś woli pospolite stokrotki,
Ja wolę dostojne konwalie.
Zerwałem jej kwiat
I wyrwę kłącze też.
Posadzę ją pod domem,
By ją mieć, już na zawsze mieć.

niedziela, 15 stycznia 2012

" Odczep się wreszcie "

Stanęła pewnego dnia
Na mej drogdze kobieta-tyran.
Blond hełm, grube okulary,
Nos jak grzyb i oczy pełne zemsty,
Domagające się kary.
Myślała, że mnie zniszczy,
Jak z innymi uczyniła,
A u mnie jedynie żałość
I śmiech wzbudziła.
Śmieszna jesteś, bo ja to wiem!
Możesz kpić,
Możesz zastraszać
Knuć, pomawiać,
Bo i tak nie ruszysz mnie.
 -Odczep się wreszcie! To działało na innych!
Drogi orzeszku, fistaszku mój drogi,
Trafiłeś na młotek...
Jak się teraz czujesz,
Kiedy skorupka zbyt cienka?
Popatrz się na siebie...
I kto tu ma kompleksy...?
Ja powiedziałem ci, że nie mam...
Szok? Co za szok?
 -Odczep się wreszcie!
Tylko ludzie z kompleksami wchodzą
W czyjeś życie...
I schowaj regulaminy,
Skoro sama łamiesz tysiąc dziennie.
Twój niby sukces napisałaś pianą...
Dobrze, że ona szybko niknie.
Profesor przyprawiany masz
Na pocieszenie własne,
Ale nie licz, że ja cię tak pocieszę.
Stłamsiłaś swoje dzieci.
Ktoś rzekł, że jak niepociumane.
Może zacznij hodować gołębie,
A nie wciskać innym w szkole
Swoje chore przekonanie...
Gubisz się moja droga,
Sama w pajęczynę się zaplątujesz.
Powiedziałaś o sobie  już wiele.
Znam teraz twoją historię,
Ty upadły aniele.
Biała może i byłaś,
Kiedy się urodziłaś.
Czerń porosła twą duszę
Zaskakująco wcześnie.
Strażniczko moralności,
Sama to powiedziałaś.
Czyżby rozdwojenie jaźni?
-Odczep się wreszcie!
Komuś tu się nie układa tak, jak chce
I gdzieś wyżyć się musi.
Wiedz, źle trafiłaś, bo mnie nie ruszysz!
Niespełniona ambicjo,
Nie patrz na mnie,
Nie odzywaj się daremnie.
Wszczęłaś bitwy, ja wygrałem wojnę-
Wojnę bez krwi, wojnę w mojej głowie!
Ty w swojej bij się dalej.
I zapamiętaj Buddy słowa:
W konfrontacji strumienia ze skałą,
Strumień zawsze wygrywa –
Nie przez swoją siłę,
Ale przez wytrwałość.
Twoja skała pękła,
Prędko całkiem się rozłamie.
Z mojej strony- to tyle! Amen.

piątek, 13 stycznia 2012

"Gdzie ta biel?"

Znów idziemy wzrokiem
Po niebios gładkim ekranie,
Szukając bieli życia zapomnianej;
Bieli słowa, zachowań i tej śpiewanej...
A niebo bieli nie dało, jako lustro,
Szarość nihilizmu z ziemi odbiło...
Spadł śnieg, a i tak biało się
Nie zrobiło.

Gdzie ja znajdę krztę kultury,
Zdanie bez wulgaryzmów,
Kobietę zadbaną i taką alabastrową?

Może znajdę to wszystko czasem,
Bo widzę, jak gdzieś za lasem
Wychodzi obłok biały.

Cóż z tym wiekem się zrobiło?
Gdzie Ci ludzie sprzed lat?
Gdzie te stroje, zdjęcia i fryzury?
Gdzie maniery, domowe konfitury?

Ktoś rozszarpał tamte chmury!
Biel dziś z błękitem się zmieszała i siwym dymem.
Nie ma błękitnego nieba,
Nie ma dymnego pociągu z komina,
Nie ma chmury białej na horyzoncie.
Wszędzie szara piana przeciętności,
Kiczu, sarkazmu i wykrętności.

I gdzie ta biel?

Już się zbliża większym krokiem.
A Ty chroń ją Panie Boże
Swym wszechmocnym okiem!

wtorek, 10 stycznia 2012

"Łąka"

Pamiętasz? Była kiedyś łąka
Miodnym  pejzażem przystrojona.
Tak, to musiała być ona!
Faliście układała niby płaskie horyzonty,
Topiąc w przypływie wiosennych traw
Przezroczyste śpiewy motyli.

I na tej łące, gdzie wstawało codziennie
Inne słońce, nie śmiało zaszeleścić nic,
Prócz szumu fruwających wspomnień.
Nic tu szeleścić nie chciało,
Bo co by nie zrobiło,
To i tak to było za mało.

Czajki na tej łące sobie tylko śpiewały,
Krowy niegdyś dla siebie tylko trawę skubały,
A ja dla siebie w machinie chwil  miłych, ubiegłych
Siedzę i gasnę ze znikającym
Pofalowanym horyzontem.

W tym czasie dwie stare wierzby
Nad strumieniem coraz bardziej klękają
I ducha, chcąc nie chcąc, powoli wydają...
Morze, to trawiaste, topią teraz śmieci.
Nie moje! Oj, to są czyjeś dzieci.

Morze to, co przebite było śnieżnymi
Gwiazdami i w dzień słońca tchnieniem,
Powraca tylko czasem z gasnącym żałośnie
W mych oczach wspomnieniem...

"Mały traktat o zapachu"

Nie tylko cynamonowa szarlotka,
Majowe truskawki, letnie lewkonie,
Czy z nalewką karafki, mają zapach,
Bo wszystko pachnie.

Pachną wspomnienia:
Pachniał pierwszy pocałunek
Jej malionowym błyszczykiem,
Dymem z powietrza
I perfumą wtuloną gdzieś w szaliku.

Pamiętam zapach bzu w maju
I zapach tego kwietniowego powietrza,
O którym mówili, że takie czyste,
Że aż nie pachnie.

Pamiętam też zapach mokrego lasu,
Który z kolei pachniał grzybami,
Owocami, jodłową żywicą,
A nawet z lekka padliną.

Pachniała też nowością tapeta w apartamencie
Tego słynnego hotelarza,
Uraczonego z kolei w zapachu bukietu
Postawionego tylko na ozdobę,
Zapachu wspomniena o dawnej kochance
O woni Chanel N° 5 wymieszanej
Niestety z tytoniowym dymem.

Pachniało też moje niemowlęctwo:
Mlekiem, oliwką i czymś mniej przyjemnym.
Lody w upale pachniały nie tylko lodami,
Lecz i parnym, spoconym powietrzem.

Nie widzę tylko płaskich malowideł
Emocji, rzeczy, czy gestów,
Posegregowanych na kliszy umysłu.
Ja to czuję!

Życie ma nieprzyzwoicie cudowny zapach...
Nieprzyzwoicie różny, nie zawsze chciany,
Lecz w gruncie rzeczy tak kochany.

sobota, 7 stycznia 2012

"Bezsenność"

Słodka bezsenność
Patrzy znów na srebrną pełnię
I blade światło rozproszone
W kryształach żyrandolu.

Słodka bezsenność
Nie słyszy absurdu dziennego.
Szuka w ciszy
Spokojnych wspomnień,
Niezapomnianych smaków
I nieopisanych zapachów.

Słodka bezsenność
Tworzy świat lepszy,
Choć za czymś utęskniony.
A ja- otulony w białe fale światła
Sobą być pragnę bardziej,
Niż i tak już jestem w dzień.

Słodka bezsenność
Zabiera mnie znów
Do ciepłej tafli
Lustra wspomnień,
W którym utopiłem
Misę porcelanowych łez.
Nijakie łzy to były;
Łzy bezsmakowe, jakieś twarde.

Ostatnie łzy ronię do misy.
Niedługo zajaśnieją swym
Przejmująco bladym alabastrem.
I spokojnie umysł osiądzie
Na jakimś dnie
I dno się rozjaśni!

Gwiazda polarna przyblednie.
I będzie wygladać mizernie.
Księżyc nie oślepi akasamitu snu
I jego wpływ będzie
Niemożnym zaziemskim pyłem
Zbitym na kształt wyimaginowanego kota
Łaszącego się bezczelnie
Za szybą podświadomości.

"Gdzieś jesteś"

Nie wiem gdzie jesteś...
Wiem, że jesteś.

Wszystko, czego pragnę,
To Twój ciepły oddech na mojej szyi.
Wszystko, czego pragnę,
To fakt, że śpisz obok.
Wszystko, czego pragnę,
To wtulić się w Twój głos
Przy każdej rozmowie.

Nie wiem gdzie jesteś...
Wiem, że jesteś.

Wszystko, czego pragnę,
To dzielić się z Tobą
Ciepłymi promieniami słońca
Każdego poranka.
Wszystko, czego pragnę,
To wymieniać się z Tobą
Konwaliowym uśmiechem
I malinowym pocałunkiem.

Nie wiem gdzie jesteś...
Wiem, że jesteś.

Wszystko, czego pragnę,
To Twe głębokie spojrzenie,
Którego nie odczułem...
Jesteś tlenem...,
A ja płomieniem w szczelnym słoiku...
Wpuść trochę siebie,
Zanim zgasnę.

środa, 4 stycznia 2012

"Wrogom"

Gdzieś w twym dzieciństwie
Róża wyrosła
I ostrym cierniem
Wrosła w twe ciało.
Z roku na rok
Coraz bardziej oplata
I kłuje, i kłuje,
A krew nie leci,
Nawet nie próbuje.

Bo ty nie żyjesz ,
Krwi człowieczej
Nie masz w sobie.
Cierniem się tylko oplatasz...
I podwiązujesz słabe,
Niewinne pędy,
By się wspięły na ciebie...

Zamkniesz się w swojej altanie.
Ciebie nie będzie,
A kiedy umrzesz,
Nikt nie doceni,
Że byłeś,
Że byłaś.
Każdy będzie tylko pamiętał
Ciernie róży.

O różę się dba z zewnątrz,
Bo chorowita, kapryśna,
Kwitnąć sama pięknie nie może.
Ty nie wydałeś kwiatu.
Ty też nie wydałaś.
Ciernie, tylko same ciernie wspomagałaś.

Nie byłeś w tym życiu...
Ty też nie byłaś...
- Ja  stałem obok, ja byłem.
Hodowałem inne kwiatki.

niedziela, 1 stycznia 2012

"Rewanż"

Dziś, kiedy wykruszyły się
Wspólne, dobre wspomnienia,
Kiedy zostali nieliczni,
Dostaję nową energię,
Energię rewanżu.
Na nowo znów urodziłem się.
Zawiedziona dusza
Szuka pocieszenia nawet we mgle,
Zimnym deszczu,
Czy mokrym śniegu.

Człowiek zawiedziony,
Acz silny na duchu
Ładuje swoją przygasłą
Energię ze wszystkiego,
Co nigdy nie zawiodło.
Deszcz jest zawsze,
Sońce jest zawsze,
Drzewa są zawsze.
Wiem, że nie jestem sam...
To tylko inne materie.
Sam jestem materią.

Nie zawodźcie mnie robieniem słońca,
Które ma zgasnąć na zawsze.
Nie dawajcie ciepła ogniska,
Które się wypali.
Nie twórzcie oazy,
Której nie zasilicie wodą.

Mój rewanż będzie milczeniem.
Nie poniżę się stając
Do bezcelowej walki,
By tylko zasiać więcej
Goryczy na świecie.
Będę w ciszy uprawiał
Swój ogród kwiatów dobra.