Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 25 grudnia 2011

"Eksprzyjaciele"

Zapleśniała pamięć o was,
Zaśmierdziały się
Piękne wspomnienia,
A było tak idealnie...
Mieliśmy swój świat,
Własny świat na wyłączność.
Wszystko, co zaplanowaliśmy
Miało być najlepsze...

Razem zdefiniowaliśmy,
Co złe i dobre,
A dziś jedna ty
Śmiesz mnie osądzać,
Bo zauważyłem twój
Fałszywy krok?
Ulegacie tym,
Których potępialiśmy,
Którzy byli naszymi wrogami.

Teraz ja jestem zły,
Bo chciałem was nawrócić?
Nie byliśmy robotami,
Tylko twórcami.
Dziś tylko ja nie jestem robotem.
Staliście się zwykłymi maszynami,
Które łatwo przeprogramować.

Zapleśnieliście przyjaciele
W mojej pamięci.
Muszę was wyrzucić!
Pleśni nie da rady
Humanitarnie usunąć...
Liczę, że przez lata sama wyschnie.

sobota, 24 grudnia 2011

"Świąt nie będzie"

Wystroiła się choinka
W ubiegłoroczne ozdoby.
Dołożyła nawet jakieś nowe...
Ugięła się....
Trach! Złamała.
Barszcz się zagotował...
Już kipi...
Najlepsza przyjaciółka
Pokazała inne oblicze
Akurat na ten świateczny czas.
Ryba zwęgliła się w piekarniku...
Pamięć o zaśpiewaniu kolęd uciekła.
Pamięć o miłym spędzaniu czasu odeszła...
Krzątanina zamroziła serca.
Wszystko na pokaz...
Teraz nawet pokaz się nie udał.
Świąt nie będzie!

Byle do Wielkanocy...

czwartek, 22 grudnia 2011

"Druga w nocy"

Druga w nocy...
Na poranek czekanie.
Przepleść by to snem,
A i tak się trudno wstanie...
Druga w nocy...
Pełnia za oknem.
Blask księżyca w kryształach żyrandolu.
Biel sufitu mniej biała...
Druga w nocy...
Patrzą się na mnie
Zdjęcia rodziny ze ściany...
Nie widzę twarzy,
Ale pamiętam ich wyraz.
Druga w nocy...
Odpadł liść z fikusa.
Mucha zmieniła lokum
Z jednej ściany na drugą.
Druga w nocy...
Kogut jeszcze nie pieje.
Psom nie chce się już szczekać.
Druga w nocy...
Godzina czekania na trzecią.

"Żale"

Codzienny obraz uśmiechu
Na mej twarzy
Jest tylko uśmiechem
Na masce mojej duszy...

Kiedy zapada cisza,
Ja słyszę wczorajszą piosenkę
Milszą, niż ta chwila.
Nakładam w myślach
Obecny czas strapienia.
Zadaję sobie pytania:
"Co?", "Jak?",
"Dlaczego?", "Po co?"
Z tym miłym
Muzycznym podkładem.

Kiedy gubią się uśmiechy,
Ja uśmiecham się
Do naszego wczorajszego spotkania;
Długiej rozmowy
O wszystkim i o niczym,
Zbyt gorącej herbaty...

Maski uśmiechu nie ściągam...
Nie ściągnę, by zalać
Innych swoim żalem...
Ale i moja dusza potrafi się uśmiechnąć
Do swojej perfekcyjnej maski.
Szczególnie, kiedy widzi ją
W wypolerowanej tafli szkła,
Odbijającej świat bez myśli i słów.

"Oszukanie"

Podchodzę do lustra umysłu.
Wisi sobie ono, wisi nieustannie.

Skąd poddanie moje we wzroku,
Kiedy patrzę na pogodny firmament?
Na kwitnące drzewo
Gęstym puchem pszczół obsypane?

Skąd poddanie moje we wzroku,
Kiedy patrzę na Ciebie,
Zachodzącą w resztkach
Promieni Twego prywatnego słońca?

Odeszłaś na ciemną stronę,
Którą zawsze potępialiśmy...
Odeszłaś tam- bez słowa.
Odeszłaś do wroga!

Dałaś mu serce-
Zabrałaś naszą przyjaźń.
Oddałaś mu umysł-
Umarłaś dla siebie.

Wzrok mój wątpi w to, co widzi,
Ale lustro nigdy nie kłamie.
Ono nigdy nie stosuje
Efektów specjalnych.

Czyśćcie swoje lustra!
Ciężko zdrapać grubą
Warstwę brudu zaniedbania.

środa, 21 grudnia 2011

"Z mogiły swojej przyszłaś dziś"

Na fali wspomnień
Namalowałem szczęście dziś...
Na fali wspomnień
Znów jesteś Ty...

Z falą tą uczucie wciąż trwa...
Choć Cię już nie ma,
To wiem, że chwila sprzed lat
Przebije mogiłę Twą.

Powrócisz na chwilę,
By ze mną być...
Znów zaczarujesz moje sny...
I będzie tak, jak gdyby nigdy nic...

Uraczeni chwilą będziemy
Białe wino pić.
Nie mów nic,
Wystarczy obecność Twa,
A uśmiech beztroski
Niech trwa i trwa...

I choć to tylko fala
Ze wsomnieniem Twym,
A ja plażą spragnioną
Twego przypływu,
To warto na moment ten,
Zapomnieć, że Cię już nie ma,
Że odeszłaś gdzieś...

Nie powrócisz- wiem.
Ja jestem sam,
Ale gdy Cię w głowie mam,
Znów żyjesz,
Światem jesteś mym...

Światem subtelnym,
Jak dmuchawce
Na ciepłym letnim wietrze,
Jak pyłek lip złocący się w słońcu,
Jak iskrząca się srebrno rosa
W księżycowym świetle.

Ale Ty jesteś właśnie na wietrze
I on mi Cię zabiera.
Niech częściej, niech częściej
Mi Ciebie przywiewa!

Na fali wspomnień
Wznieconej przez wiatr
Namalowałem szczęście...
Na fali wspomnień
Znów jesteś Ty...

Daj mi, o proszę, wtulić się
Znów w Twój głos
Kojący bolączki ludzkich dusz,
Krzepiący serca zmartwionych...


"Cichy wrzask początkiem grudnia"

Obudził mnie cichy wrzask.
Wrzask śniegu...
Ciche pukanie do szyb
Jego maleńkich płatków.

Ja to słyszałem...
Wszyscy spali,
Kiedy białą woalką
Przyodziała się,
Jeszcze jesienna, brzydota.

Wstało słońce,
rozgrzało świat.

Za gorąco,
Za gorąco jeszcze na śnieg!
Ciepła brzydota zdarła biel.
Za gorąco,
Za gorąco jeszcze na śnieg!

wtorek, 20 grudnia 2011

"1 listopada"

W jeden dzień w roku
- Dzień szarzyzny jesiennej
Mogiły pokrywają się kożuchem
Chryzantem i płaszczem zniczy.
Nad każdym grobem
Rozmowa o pracy,
O rysunku wnuczki,
O tym, jakie wszystko drogie...

Stop na chwilę:
"Wieczne odpoczywanie..."
Odmawiają bez zastanowienia.
Wokół kramy:
-Tu cukierki
-Tam lalki
-Tam baloniki
-O, tam są znicze!

Z niebios suche łzy lecą...
Z niebios suche łzy lecą...
Łzy zapomnienia.

Nikt nie wspomina,
Nikt nie chce wspominać,
Tych, których już nie ma.
Są przecież ciekawsze rozmowy.

Z niebios suche łzy lecą...
Z niebios suche łzy lecą...
Łzy rozpaczy!

Niewidzialni dziadkowie,
Niewidzialni przyjaciele,
Niewidzialni sąsiedzi,
Niewidzialni święci:
Spacerują tego dnia
Wśród nas...
Nie wśród mogił swoich,
Nie w domach naszych...
- Nie chcą patrzeć na ten cyrk.

Oni umarli w pamięci,
Bo umarli ciałem,
Stracili szacunek...
Siedzą za to w świątyniach...
-Tam czują się pamiętani.
Na koniec każdej mszy
"W mogile ciemnej"
Krzyczą organy,
Jak w dzień pogrzebu.

Tylko na ten moment,
Na ten bodziec, błysk w głowach
Żywych się pojawia.

Z niebios suche łzy lecą...
Z niebios suche łzy leca...
Leją je bezradni Stróże z Bogiem.

"Szatan"

Wiatr porywa białe żagle
Na zgubne wodne kresy.
Wiatr przychodzi, jak po diable.
Wiatr niszczy, kradnie...

Wiatr zrywa żelazne krzyże,
Wyrywa z rąk różańce.
Wiatr nie słucha,
Wiatr chce być słuchany.

Wiatr chłodzi, kiedy zimno,
Drzewa umysłów powala.
Często wyniszcza i zabija.
Bez wiatru- kpiarza
Życie takie monotonne...

Kiedy w kuchni nie ma cukru,
Sól przestaje być istotna.
Potrawa ziemska jest
Naprawdę niejałowa:
I słona, i taka słodka.

Wiatr porywa białe żagle,
Wiatr zrywa je, zatapia,
A wspomaga  czarne...
Nie wszystkie białe
On dosięże, bo nie wszytskie
W jeden czas na jednym morzu.

"Za firanką, której dawno nie ma"

Za firanką w domku na granicy
Stara baba siedzi i po kątach krzyczy.
Krzyczy ona, że na jednej ziemi zrodzona,
A dziś w jednej izbie Ukraina,
W drugiej Polska, kot i ona.

Sama została, bo dzieci
Na Śląsku osadzone,
A rodzice w mogiłach
Po drugiej granicy stronie.
Naokoło domku tylko las,
Nikt tu prócz niej nie mieszka.
Tu tylko ją nostalgia trzyma,
Jak muchę pajęcza sieć.
Pierwsza firanka, ta po naszej stronie-
Czysta i biała, a po drugiej-
Pożółknięta, bo nie prana,
Bo nikt nie zdążył ...

Stara baba czeka teraz, by firankę drugą uprać,
Kiedy z obu stron jedna Polska będzie.

Minęła noc...

Brzęczący budzik!
Śniadanie!
Toaleta!
Stukot do drzwi!


Stara baba przed chwilą umarła
Tęsknotą na jakiś czas,
Bo przyjaciółka z dawnego sąsiedztwa
W jej progi zawitała,
Która pokochała Wrocław.
Jej duch wreszcie wrócił
Ze wschodnich wojaży do ciała.
Przynajmniej na tę chwilę,
Przynajmniej na to spotkanie.
A firanka jak brudna,
Tak brudna została.
I choć baby duch tam, do domu,
Jeszcze wróci, bo żaden gość
Raczej nie przychodzi
Do kogoś na stałe,
To firanki nikt już nie upierze.
W myśli jej duszy jedna zawsze będzie
Biała, a druga brudna.
Będzie i kot, będą izby.

Tego domu już nie ma ze 30 lat.
Nie ma żadnej firanki.
Tylko szczęśliwe duchy
Już zmarłych ciał czekających
Na przedostatnią, jeszcze żywą,
Członkinię tamtego świata.


Kiedyś  baba umrze-
Umrze jej tęsknota i niepogodzenie.
Będzie tam, gdzie prawie zawsze żyła
Ciałem, a póżniej myślą i snem duszy.
Będzie wreszcie tak prawdziwie,
Nie sama, wyczekując spokojnie
Dawnej sąsiadki, która
Ją właśnie odwiedza,
I która być może będzie
Odwiedzała stary świat,
O którym zdążyła zapomnieć.


Zawał!
Padła.
Zawał!
Druga padła.
Nikt nie ratuje
Na szczęście ich dusz.
Nikt już nie będzie
Na nikogo czekał.
Odeszły razem
Pociągając sznureczek
Od tęsknoty ich potomnych.

Cały fenomen ludzkości!

Tęsknota za zmarłym
Buduje największe
Spoiwo między młodszym
A starszym pokoleniem.
I dlatego pamiętamy,
Czujemy zobowiązanie,
Dlatego jesteśmy właśnie ludźmi...


"Idiotka, on i miłość równa się dalej idiotka, on i miłość"

Człowieku, w połowie miłość nie jest miłością...
Kochać w połowie to tak,
Jakby nie kochać...

To było grą- "walka na oczy".
Ona chodziła naokoło stołu
W czerwień wykwintnie przybrana.
To był tylko jakiś taniec, do którego
Puściła smętny romantyczny kawałek...
To tylko kawałek...
Kawałek..., to tyle, co nic!
On uciekł na to wzrokiem zmęczonym w kąt.
Piosenką miłości się nie zrobi!
A ona usiadła po swym tańcu,
On zadał  pytanie.
I udawała, że niby mądra, że oczytana...
To było tylko tępe patrzenie,
To był jej monolog z pustym słowem
Z kolorowej gazety...
Zadał kolejne...
Być może coś skojarzyła,
Ale odpowiedzieć nie umiała.
Rozumieć coś w połowie,
To nie rozumieć.
On wziął na to tylko wina wolny łyk...
Po dwóch podejściach, bogini samej siebie,
Uwierzyć, że to miłość straszliwie chciała...
I się zastanawiała, i się zastanawiała,
Coś chyba nawet znowu myślała!
Wątpić choć trochę,
To nie wierzyć w coś,
A ona patrzyła zawsze na kogoś tak tępo.
Uwagi na chwilę nie skupiła.
W miłość się patrzy głęboko,
A ona sokolego wzroku nie miała...
Mało tego! Dla miłości,
To ona zupełnie oślepła...
A on wyszedł na to.
Wiedział,że kolejna idiotka...,
Że na nic jej podchody.
Nabawił się tylko biedaczek
Z ilości wina bólu wątroby.

Sokołów wśród nas  tak niewiele....
Miłość jest rzeczą piękną,
Bo dla większości niedostępną, niebywałą.
Ślepych idiotek jest wcale nie mało!
A żeby piękniej scenariusz ten brzmiał:
Ślepych na miłość idotów też jest na skwał!

Idiotka, on i miłość równa się dalej idotka, on i miłość.
On szuka dalej i znajdzie w końcu,
Ona szuka też, lecz na darmo,
Bo takie, jak one są na miłość uodpornione!