Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

"Cioci Heli"

Dzień był jak co dzień.
Ludzie w pracy, w szkole.
Na łące feeria barw końcówki lata.
Ptaki rozśpiewane. Żyć tylko wypada...

Wtem rozwiał Bóg dmuchawiec z tej łąki.
Tak subtelnie, bez pokrzyku.
Spełnił mniszek lekarski swoją rolę w życiu.
Zdążył być barwnym kwiatem...

Wyrosła jedna roślina w 1934,
Helena o blond płatkach włosów.
Zawsze promienna, uśmiechnięta,
Wiarą w Boga zakwitała.

Wyrozumiała nauczycielka,
Wierna żona, wzorowa matka.
Kochająca Boga tak prosto i szczerze,
Jak święta Maria z Betanii.

Szczęściem był witany z nią poranek,
Kiedy słońce ledwo wstało.
Szczęściem było wspólne przebywanie,
Gorąca herbata i kakao.

Czy ciepłe wspomnienie o niej
Wygra kiedyś z żałobą i serca żalem?
Utulisz się wkrótce właśnie nim.
Życie jest drogą, nie końcem, nie amen.

Będzie dzień, że w kościele usiądziesz,
Nim zabrzmią dostojnie organy,
Zobaczysz puste miejsce i pomyślisz:
Siedzieliśmy tam razem czasami.

Puch jej dmuchawca, co rozwiany wszędzie:
W miejsce gdzie z nią płakałeś, dzieliłeś radości,
W miejsca, gdzie pójdziesz pierwszy raz,
Przypomni Ci w zadumie jej wartości.

Mamy w sobie jeden Jej obraz:
Bez skaz, czysty jak zimowy poranek.
Nie wiemy ile i nam czasu zostało,
I jaki po nas obraz zostanie.

Czy album otworzysz kiedyś spokojnie
I zobaczysz nie tylko zdjęcia?
Ujrzysz zmartwienie, radość, nadzieję.
Westchniesz: tak brzmiała życia piosenka.

Bóg to reżyser nieprzewidywalny.
Właśnie dlatego spektakl życia
Jest tak doskonały. Po każdym aktorze
Zostaje lawina pytań i refleksji.

Czy zatroskana w szarej jesieni
Włączysz radio, dotąd nietknięte?
Usłyszysz nieraz, oj nieraz:
Puszczają jej ulubioną piosenkę.

Choć brzmi to niezrozumiale i boleśnie,
Każda śmierć jest potrzebną lekcją,
Nawet gdy przychodzi za wcześnie.
Nawet gdy przychodzi za wcześnie.










poniedziałek, 21 sierpnia 2017

"Nic po wieku"

Niem wiem ile mam lat.
Nic nie mam z tego.
Nie mam żalu i radości.

Przecież każde rano wita
Ciągle to samo słońce.
Woda to ciągle H2O.

Ludzie mrą i giną
Bez algorytmu.
Bez spodziewanego.

Co mi z określania?
Zachoruję, zginę
Lub pomrę z Guinnessem.






środa, 5 kwietnia 2017

"Sufit"

Na suficie, na suficie
Miliony nas rozplatają
Wieczorami życie.

Na suficie bujnie rosną
Egzotyczne lasy, dżungle cieni.
Jawi się cudowne jutro.

Kim być w ciemności?
Dostrzeże ten, kto zechce. Zechciej.
Znajdź i weź. Posadźże to wreszcie.

Podlej. Sadzonki  dziś lubią wodę.
Jutro uzależnią się od źródeł.
Dziś oczu obcych słońca mogą je spalić.

Nie chcemy sięgać po marzenie,
Boimy się nadać mu imię.
Ciąży w nas strachliwe rozumienie.

Na suficie, na suficie
Miliony nas rozplatają
Jednak brak życia.

Tęsknimy za przyszłości ogniskiem.
Nie zbieramy drewien,  gdy dzień.
Nie dorzucamy, gdy już coś się tli.

Na suficie żywe jutro się plącze.
Z pogardą patrzy na podłogę.
Leży tam prawie zdechłe wczoraj,
Pokonane przez plotek pożogę.


piątek, 4 listopada 2016

"cioci Helenie"

Jeszcze chmury takie blade.
Świat, jak martwy, jeszcze żywy.
Na ulicy żadne twarze.
Wszystkie liście takie same,
Ich ażur mgłą spowity.

Odeszło z tego świata kolejne istnienie.
Tak cicho, bezszelestnie.
W głowie tylko tkwi myśl wszystkim,
Że to za wcześnie,
Że to za wcześnie.

Narodzona w dostatku, idylli,
Wychowana już w wojennej zawierusze.
Jedenasta z kolei, siódma córka.
Ciemnowłose piękno, żywa laurka.

Przez życie szła z uśmiechem,
Czarowała swoim unikalnym wdziękiem.
Chętnie obdarowywała każdego
Ciepłym komplementem.

Szczęściem był witany przy niej ranek,
Kiedy ptasia za oknem wrzawa.
Szczęściem było z nią mieszkanie,
Matczyny głos i wypita razem kawa.

Przeszła przez niewidzialną bramę.
Mówimy, że umarła, a my wciąż żyjemy.
Na górze mówią, że oni prawdziwie żyją,
A to my na dole pomrzemy.

Czy przetrwa ciemną śmierć
Tętniąca ochoczo w nas siła,
Co z lodu marmury tworzy
I cień blaskiem wielkim ożywia?

Czy wspomnienie wygra
Z rozsypanym wszędzie żalem?
Zgasisz kiedyś światło i powiesz:
Życie to etap, nie koniec, nie żadne amen.

Czy zaśpiewają ptaki pamięci,
Że nieśmiertelna dotknęła nas siła?
Kiedyś i ja umrę, podczas, gdy dalej
Brzmieć będzie melodia żywa.

Uroni nieraz łzę album i zdjęcie na ścianie,
I ta szara bluzka na krześle przewieszona.
Każda cząstka po niej zostawiona,
Będzie długo płakać w Tobie, że to Ona.

Lecz nadejdzie dzień, kiedy spojrzysz
W bezkres błękitnego nieba
I powiesz spokojnie, że Jej tam dobrze,
Że jej tam nic więcej do szczęścia nie potrzeba.

Każde odejście zostawia nam pouczenie,
Że większość problemów nie jest problemem,
Że waśnie, powinny być skończone,
A relacje tylko z miłością tworzone.

I my mamy swój termin,
I rolę w czasie przez Boga daną.
Mniejsza, czy większa, po równo istotna.
Tylko ile ta rola potrwa? Ile ja sam potrwam?


sobota, 30 stycznia 2016

"Litania przeciw głupim"

Kyrie Eleison, Theos Eleison

Zanurzone w ust czyichś głębi,
Słowo głupiego mnie szalenie gnębi.

Znawcy wielkiego bez wiedzy,
Doktora bez tytułu doktora,
Profesora z tytułem tytułem magistra,
Profesora z tytułem, ale mózgiem kaczora.

I wiejskiej wernyhory, której wiedza
Kończy się po ile dana szynka,
I miejskiej chciwej maciory,
Niepozornej jak ryba stynka.

Zakompleksionej zadzieraczki nosa,
Co radość z innych wyciska
I tępego urzędnika, który swoich
Na urzędy ważne wciska.

Wójta, co zapomniał o powinności,
Czym gospodarzenie
I nieudacznika, rzekomego artystę,
Promującego siebie jak wydarzenie.

Dziennikarza, co za judaszowe srebrniki
Sprzeda się każdemu
I mężczyzny, co wywinie numer
Przyjacielowi wielce zaufanemu.

Lekarza, co nie leczy ludzi,
Lecz koncerny wspiera
I krętacza, który z nudów
Nieprawdę o kimś ludziom wpiera.

Boże Jedyny, od tych uchowaj!

Zamienione słowo w czyn już nie gnębi,
Lecz rozpina mi na krzyżu duszę.
W takim świecie ja się duszę.


sobota, 24 października 2015

"Mali"

Kroczą za Tobą ciągle
Ludzi nieodważne cienie.
Plują za Tobą swój jad.
Takie ich marzenie.

Przed Tobą splunąć
Już nie mogą.
Odwagi im brak. 
Czują respekt i strach.

Gdy popatrzysz za siebie,
Znikną te cienie.
Pojawiają się błaznów maski
Lub zimne kamienie.



środa, 2 września 2015

"Wrzesień"

Ulic żyły niezapchane
Żadnym korkiem, żadnym wrzaskiem.
Rój gawronów i debilek
Nie wszczął kłótni
Nad niemrawym rankiem.

Chłodne noce ostrzegają drzewa,
By straciły swe dążności.
Żal patrzeć będzie na obce roślin nacje,
Jak mróz zniszczy ich patriotyczne obfitości.
Ot, coroczny los przywiezionych gości.

Słońce przechodzi znów menopauzę.
Szaleją w nim hormony.
Już nie świeci tyle, co dawniej.
Raz dzień mamy zimny,
A raz trafi się skwarem zwyciężony.

A może wrześniowi się zwyczajnie nie chce.
Nie przekonasz dziecka Północy.

czwartek, 19 marca 2015

"Eli" (pamięci tragicznie zmarłej kuzynki)

Kiedyś zabrzmiała życia piosenka:
Biciem pod sercem matki drugiego serca,
By płaczem wkrótce refren wypisać,
By tupaniem stóp kolejną zwrotkę zapisać.

Wtem bieg i skoki z radości chodzenia.
Potem nauka i serc pierwsze uniesienia.
Na koniec przerwana historia istnienia.
W obliczu wieczności to tylko- do widzenia.

Zaszeleści jeszcze pod domem pigwa,
Zakwitnie nieraz pnąca róża,
Chmurność nieba wzrok uspokoi,
Pomyślisz wtedy, że to jej dusza.

I zamyślony w samotnej żałobie,
Choć naokoło krewni podają rękę
Włączysz radio i wspomnisz,
Że puszczają jej ulubioną piosenkę,

Cóż po śmierci ukoi serce,
Kiedy nieutulony ból tam ściska?
Zasypcie żalu dół wspomnieniem,
Ono zawsze pała z daleka i z bliska.

Świat nieidealny, stworzony w ideale.
Bóg obmyślił wszystkie jego detale.
Niech każdy uczyni odrobinę refleksji,
By nie zmarnować tej gorzkiej życia lekcji.

Każda śmierć coś nam powiada:
Że życie celebrować wielce wypada.
By cieszyć się wszystkim naokoło,
A waśnie wysyłać poza to radosne koło.

I przeniosła się jej dusza tam,
Gdzie wzrok i wyobraźnia nie sięga,
Lecz pamiętaj, że pozostały tutaj
Wciąż jej przedmioty i kochane miejsca.

I tak ślicznie teraz patrzy z tego zdjęcia,
Kiedy wznosi ku nam swe oczęta.
Tak przejrzyste jak wiosenne łany,
Tak wygląda obraz życia zatrzymany.

Mogiła zabierze tylko i aż ciało,
Nie pogrzebie zaś jej duszy.
Nie zabierze nam wspomnienia,
Co kiedyś wszystkim łzy osuszy.

Czy zaśpiewają aniołowie,
Że nieśmiertelna dotknęła nas siła?
Kiedyś i my umrzemy, podczas,
Gdy dalej brzmieć będzie melodia żywa.

Czymże człowiek w teatrze życia?
Scenariusz nie do przewidzenia i odkrycia.
Rola każdego zawsze główna i istotna...
Tylko ile potrwa? Ile potrwa?



czwartek, 5 lutego 2015

"Czarny dom"

Tam nie dom, tam nie raj.
Gdzie mój dom? Ajajaj...

Przyleciał raz pewien starzec
Z kraju na glinianych nogach.
Wygnała go w młodości tam
Czerwona dzicz, czerwona moda.

Nie poznał raju swej młodości.
Dookoła istna degrengolada.
Zakwitł tu  kicz i szajs-
Ot, współczesnych sztuk parada.

A w głowie grała piosenka, 
Skrywana od lat pieczołowicie:
Tu mi dom, tu mi raj.
Domie mój, trwaj i trwaj...
Tu mi dom, tu mi raj.
Domie mój, trwaj i trwaj...

Naokoło niby szklane góry
Zadzierające żelbetonowe nosy.
Prawda taka jest, że dla Zachodu
To karły, marne kopie, nie kolosy.

Poniosła melodia tę wygnaną duszę
W miejsce, gdzie mózg mówił:
Tak mi tutaj dobrze.
Wcale nic nie muszę.

I grał nadal refren w starej głowie.
Prostotą swą ból cały powie:
Tu mi dom, tu mi raj.
Domie mój, trwaj i trwaj...
Tu mi dom, tu mi raj.
Domie mój, trwaj i trwaj...

Starcze ręce nabrały siły.
Krzaki przedarły, drzwi otworzyły.
Noc zatańczyła na nieboskłonie.
Księżyc oświetlił ścian nagich błonie.

Lecz, czy to ten dom,
Na którego myśl serce biło jak dzwon?
Czarne ściany, nie te tynki.
Zapach pleśni, już nie szynki.

Mocniej piosenka znów zaszumiała,
Choć wcale tego już nie chciała:
Tu mi dom, tu mi raj.
Domie mój, trwaj i trwaj...
Tu mi dom, tu mi raj.
Domie mój, trwaj i trwaj...

To nie był ten dawny dom-
Mityczny dwór wśród pól i łąk.
Nie zrozumiał starzec go od wejścia
I nie zagrzał już tu miejsca.

Poczerniały mu wspomnienia
Patrząc  w czarne kąty zapomnienia.
Czy to szczęście dla starego
Dotknąć coś zamruszałego?

Refren w głowie się odmienił
I w taką wersję przemienił:
Tu nie dom, tu był raj.
Domie mój, w głowie trwaj.
Tu nie dom, tu był raj.
Domie mój, w głowie trwaj.

Dla niektórych dom,
To jednak tylko żywi ludzie.
Wspomnienie za kawałkiem muru 
Zagnać się lubi nawet na odludzie. 

Czarne boli, białe leczy.



sobota, 20 grudnia 2014

"Uzurpacyjny próg"

Ludzie nie są wieczni.
Nie trwają nieskończenie.
Mogą skończyć się wczoraj
Przez niedopatrzenie.

Już nie tacy atrakcyjni...
Blask w ich oczach zaszedł mgłą.
Nie każdy zardzewiały metal
To nieprzydatny złom.

Mówisz namiętnie,
Że ich czasy dawno skończone,
Czemu taka granica?
Kiedy sam skończysz swoje?

Nie wiek, lecz śmierć
Jest progiem zaszłości.

piątek, 15 sierpnia 2014

"Rozsypane dni"

Porozsypywałem wiele dni,
Jak w kuchni kiedyś sól.
Pogubiłem na zawsze smak
Raz danych chwil.

Nie powtórzą się
Pominięte obojętnie dni.
Zaboli jeszcze nieraz
Smak nieugryzionego lata.

Gdyby przynajmniej coś
Bez sensu miało sens,
Jak u innych większą radość
Powoduje czekanie.

Nie każda zmarszczka
Mądrość wypowie.
Nie każda siwa głowa
Będzie głosem niepamięci.

Gdyby przynajmniej coś
Bez sensu miało sens.
Gdyby przynajmniej sens
Miał zawsze jakiś sens.



czwartek, 10 lipca 2014

"Kulista planeta losu"

Możesz już pójść w swoją stronę.
Może napotkasz podobnych sobie.
Ja jestem północ, Ty południe.
Nie miniemy się we wspólnej drodze.

Napłaczę sobie do szklanki,
I dosłodzę miodem.
Łzy nie będą staroświecko słone.

Możesz już pójść w swoją stronę.
Tylko szybko, bo wiatr zwiewa
Z Ciebie perfumy tak mocne,
Jak najświeższe wspomnienia.

Napłaczę sobie do szklanki,
I dosłodzę miodem.
Łzy nie będą staroświecko słone.

Możesz już pójść w swoją stronę.
Szkoda tylko, że nie dam rady
Wyciąć kilku drzew z lasów pamięci.
Za dobrze i za długo je nawoziłem.

Napłaczę sobie do szklanki,
I dosłodzę miodem.
Łzy nie będą staroświecko słone.

Możesz już pójść w swoją stronę.
Nikt nie powiedział, że wszystko
Było złe i brzydkie, więc będę
Miło wspominał piękne początki.

Napłaczę sobie do szklanki,
I dosłodzę miodem.
Łzy nie będą staroświecko słone.

Możesz już pójść w swoją stronę.
Niestety, nie da się wspominać
Samych początków i środków,
Bo zawsze wedrze się i koniec.

Napłaczę sobie do szklanki,
I dosłodzę miodem.
Łzy nie będą staroświecko słone.

Możesz przestać iść przed siebie,
Bo planeta losu jest kulista.
Nasza chemia pozostanie chyba
Najprawdziwiej wiekuista.

Wschód spotka się z zachodem.
Południe zaś z północą.
Dzień spotka się z nocą,
A ja znowu z Tobą.





poniedziałek, 7 lipca 2014

"Nocy kurtyna"

Za krótkie noce
Czerwca i lipca.
Za krótkie na zdanie
Podrzędnie złożone.

Czarna nocy kurtyna
Otwiera więcej słów.
Słów, o których w dzień
Nikt nie śmie wspominać.

Czarna nocy kurtyna
Połyka nasze żale.
Wybaczy przekleństwa
I więcej alkoholu.

Czarna nocy kurtyna
Pcha do czułości.
Radzi obejmować
I nadużywać słowa kocham.

I biała kurtyna nastaje.
Zmiata aktorów nocy.
Nie daje szansy wyjaśniać.
Przerywa piękne uniesienia.

W nachalnym słońcu
Romantyczny błękit oczu
Żółci się w zwykłą zieleń.
Widać więcej i więcej.

Faecem bibat, qui vinum bibit


piątek, 28 marca 2014

"Masa tylko wypija"

Na łęgu życia
Wiatry rozbrzmiały.
Pod dziurawym okapem lipy
Usnął ktoś głupi i mały.

Głupcowi temu przyśnił się
Mądry sen wielce,
Lecz morał donikąd
Doprowadzić nie pomoże.

Odcedzić z puszki
Niechcianą konsystencję
I pozostawić jadalny szum
Nie każdy przecież może.

I obudził się głupiec-
Ten pospolity i mały.
Znalazł wielką puszkę.
W życiu wielu owe się zdarzały.

Wziął scyzoryk, zrobił dziurkę.
Wypił płyn przez rurkę.
Byle się napić, byle co zjeść,
Wypić wodnistą, mdłą treść.

Mali i głupi wypiją płyn,
Bo masą i w masie się zrodzili.
Wielcy otworzą puszkę,
Bo nie na darmo się głowili.

In magnis et voluisse sat est.




czwartek, 13 lutego 2014

"Potop"

I nastał raz wielki potop,
Że wszyscy bez lądu zostali.
Wielka walka o łyk powietrza.
W toni czarni, żółci i biali.

Leciały w wodę żelazne kłody,
By drogę ku powierzchni zniszczyć
Leciały i zadające ból kamienie ,
By zła sen ziścić.

Potopili się daremni żołnierze.
I ci czarni, i żółci i biali.
Tafla wody była wielka,
Lecz o tlen na wyłączność zabiegali.

Zmarnowli swoje szanse,
Bronią stworzyli możliwości.
Wszystko przez zawiść
I w naturze zapisane przypadłości.

Różnorodność i hegemonia
To nie są przecież żadni kuzyni.
Zachłanna jednolitość
Więzienie z życia każdego uczyni.

Granice, choć trudne
Tworzą ciekawość i gości.
Ich brak za to:
Monotonność i złośliwości.

Wyszli nieliczni na ląd
Z ciał żyzny i bronią utwardzony.
Przeżyli ten potop nieliczni,
Nowy świat nie wyszedł upragniony.

Stultum facit fortuna, quem perdere vult.

sobota, 1 lutego 2014

"Puste morza, pełne tonie"

Zatopione twarze
W tafli chodnikowych płyt
Idą tam, gdzie inni toną,
Wplatając to w swój byt.

Jak chore delfiny
Wypływają stadami
Na przypadkowe plaże.
Drogi im już nie wskażesz.

Gmatwają się czasami
W tej szarej toni
I płyną somnambulicznie,
Jakby całkiem nie oni.

Gdzie bunt mas?
Przyjmuje masa los bezwiednie.
O drogę nie pyta Fortuny.
Jednostka żyje, masa zaś więdnie.

Po pustych morzach
Żeglują wybrani.
Tych zapisze historia
I przyozdobi laurami.

A Ty od razu
Zanurkujesz do toni,
Czy statek zbudujesz
Niepewnej drogi?

Puste morza, pełne tonie.
Było tak wczoraj i dziś.
To nie koniec.

Crede, quod habes, et habes.




czwartek, 9 stycznia 2014

"Nie mówię żegnaj" (pamięci zmarłego przyjaciela)

Czy hen za oceanem,
Za różnym czasem na zegarach,
Ja dla Ciebie czasem istnieję,
Jak Ty koło mej duszy pałasz?

Czy czyniąc oczu egzotyczne łowy
Do wspomnień zbliżysz duszy rękę?
Czy zamyślony pod liściem figowym
Zapomnisz na chwilę swoją udrękę?

I czy w zaświatów obszarze
Zapomnisz duchu zmieniony,
Że kiedyś ciałem się stałeś,
I robiłeś dobry pożytek z mamony?

Czy książkę weźmiesz pamiątek
W nieba wieczyste łany
I wspomnisz swoje piosenki
Pisane do mnie czasami?

Czym chwila w oku Wszechmogącego,
Dla Ciebie znacząca tak wiele?
Rozsypał Bóg proch życia-
Dla jednych mało, dla innych wiele.

Życie jest taką małą drobiną,
A bogatą w wielkie marzenia.
Na ziemi mieliśmy częste smutki,
Ale i wielkie, radosne westchnienia.

Czy życie drugie nowym kart rozdaniem?
Czy może w nim będzie jeszcze
Choć szczypta tego wszystkiego,
Za co je tu tak kochamy?

Jakże potrzebne były smutki,
By doceniać później radości.
Jakże potrzebne były upadki,
By zauważyć różne wartości.

Czy jako całkiem nowe dzieciny
Na wiecznym Pana łonie,
Można się spotkać, wypić szampana
I powiedzieć, że to nie koniec?

W każdym miejscu będę  przy Tobie,
Boś iskrę swoją dorzucił
Do ognia mej istoty.
Silny jak skała i kruchy jak lód.

Nie mówię żegnaj,
Ale do zobaczenia!
Posadzę na wiosnę młode drzewo
Dla Twego upamiętnienia.

Magnis nominis umbra- lux in tenebris.



środa, 8 stycznia 2014

"Zatrzymany teatr"



Zapalone świece na zdjęciu.
Widzę i nie pamiętam tego sobą,
Lecz materią umysłów tam,
Gdzie pamięć nie może wiernie sięgać..

Jeszcze babcia powiedziała,
Przy oknie taka zamyślona,
Że nie jestem początkiem-
Przede mną ktoś zaczynał, konał.

Historie to tylko prawdziwe-.
Sami krwiści bohaterowie.
Nikt nie miał łatwo,
Ale za wiele się nie dowiem.

Grali pozorami i szczerze.
Jedni śmiali się, klaskali.
Drudzy łzami oczy pogrążyli.
Swój czas mieli, trwali…                                                    

Grają teatr dla mnie i dla Ciebie:
Uśmiechnięta dama z pieskiem.
Miną są i zadumani:
Jedni w grupie, drudzy sami.

Tak na pozór: i dostojnie,
I w parku, i w dworskim oknie.
W atelier skrępowani,
Ciągle przecież dyrygowani.

Grali wczoraj i pomarli,
A sztuka pozostała.
Grają teraz w pudle, albumach
I w złoconych ramach.

Patrzą obojętnie, bo się starali.
Patrzą radośnie, bo może płakali.
Patrzą namiętnie, bo z urodą
Przecież szybko się mijali.

A Ty jakie zrobisz zdjęcia,
By Cię ktoś konkretnie zapamiętał?
Ze zdjęciem historia dłużej żyje.
Schudniesz, przytyjesz, byłeś.

Antiqua, quae nunc sunt, furunt olim nova.

wtorek, 7 stycznia 2014

"Ambaras nad wodą"

Nie odkładaj mnie na później,
Bo później mnie nie będzie.

Ciała dwa powiedziały tajemnie:
"Żyć razem możemy, lecz bezimiennie."
Posłuchały to kaczki i woda,
Ale z natury nie interesuje ich nic,
Najwyżej korzystna pogoda.

Nie odkładaj mnie na jutro,
Bo mogę trwać tylko dziś.

Znajdę w tym życiu na wszystko czas,
A z pewnych problemów zwierzę się
Wyłącznie kaczkom, wodzie i drzewom.
Na końcu dnia, połknie to noc bez gwiazd
I kamień zimnej altany.

Nie odkładaj mnie na później,
Bo później mnie nie będzie.

Zostawię za sobą energię miejsca i czas.
Pozostanie tylko świadomość
W bezkresnej pamięci.
Nieokreśloność jutra, jeszcze nieraz,
Wodę spokojną w życiu w wir ukręci.


wtorek, 19 listopada 2013

"Po owocach ich poznacie"

Ranną porą wstaje Warszawa,
Jeszcze ubrana jakby w pozory.
Wieczór zacznie dezabilem,
Odkrywając mniemane walory.

Pokaże namiętnie słabości umysłu,
Obnaży ciała żeńska lewica.
Uzurpatorem norm każdy
Tu się staje, bo taka jest stolica.

Ten, kto dobrze usytuowany.
Sędzią i stróżem zostaje.
Prestiżem nie jest tu wiedza,
Li większe plecy i kryminalna skarbnica.

Całymi dniami leczy się Warszawa
U doktora, Zachodu Hipokryty-
Tego chorego samobójcy.
W czasie historii jakże nieobytym.

W hatuszu niby ludzie, a heszta?
Zoo: Kwa-kwa, hyby i głupisze.
Zaklęcie wszędzie khąży, że dahemnie
Walczyć. Zmienisz coś? Skądże!

I wiatr sobie głucho śpiewa,
A za nim razem ptaki, drzewa:

Czerwień nadal kąpie się w czerwieni.
Ziemia w beton się zamieni
Plastik mnoży się jak myszy.
Jesteś na nie? Nie przekrzyczysz!
Estetyka  na banicji, talent w oficynie,
Honor wyjechał, Prawda pewnie jutro zginie!

A fructibus eorum cognoscetis eos!